Jak nic czyni nas kimś?

Jak nic czyni nas kimś?
 
W wielu teoriach filozoficznych, byt egzystencji stanowił integralną część podstaw kultury i przeważał nad teoriami na temat pustki (albo życia po śmierci...no dobra, jest remis w tym wypadku).

Pędzimy! Do przodu, do tyłu, na wspak i kręcimy się wokół własnej osi (odhaczamy Gaileusza, bo on się tak trochę przekręcił przez swoją teorię...nie dosłownie oczywiście).  

Ying i Yang, dobro i zło, byt i nicość, to właśnie odwieczna zagadka.Ale my, jako ludzie, jesteśmy przyzwyczajeni do dbania raczej o byty materialne (po prostu pieniądze), a coraz rzadziej zamyślamy się nad strukturą nicości, która dla naszego mózgu jest niczym piękna 19-latka, która kocha BDSM i właśnie znalazła swojego "pana". Po prostu czujemy wewnętrzną potrzebę, nawet nie do końca świadomie uwarunkowaną.

Ale czym jest byt, a raczej jego brak?

 Myślę, więc jestem...powiedział polityk i zniknął. Jeśli uwzględnimy podział na struktury materialne i astralne, wtedy szybko uświadomimy sobie na jakiej płaszczyźnie naprawdę musimy się znajdować. W końcu każdy z nas musi myśleć, inaczej zwariuje, prawda? (no może poza skrajnościami. Oni nie myślą, ale robią... co nie zawsze wychodzi dobrze). Jeśli wykluczymy wszystkie nasze zmysły, zostanie nam tylko myśl- czysta i przejrzysta niczym kropla wody na szkle. 

Ile razy nie możemy zasnąć, ponieważ myślimy o tym, co działo się godzinę temu, o tym że mogliśmy jednak kupić chleb, żeby nie wstawać wcześniej do sklepu i o tej fajnej koleżance lub chłopcy, którzy rozbudzają nasze zmysły w najbardziej niegrzeczny sposób (Ajjjj, rozmarzyłem się).
Tak więc często pojawiają się pytania wręcz narzucone nam przez nasz kochany umysł. W końcu kto stworzył Boga? Co jest po śmierci, jeśli go nie ma? Po co mężczyznom sutki? (Żeby homoseksualiści mogli je sobie nawzajem ssać...to było złe, ale nie cofnę tego)

Starajmy się rozwinąć, odpowiadać i pytać jeszcze więcej (podobno mózg nie wybucha, więc dla wszystkich skrajnych nacjonalistów- warto spróbować, wierzcie mi), ponieważ nasza głowa zatrzyma się na licealnych równaniach kwadratowych...w końcu wszędzie jest ta je#ana delta, prawda?

Więc na koniec moich i waszych myśli

 Polecam na kochany wieczór wziąć sobie dobrą książkę, kubek kakao i może puścić Hendrixa, Bonamassę albo BB Kinga, lub coś polskiego, chociażby Raz Dwa Trzy.

Bo w końcu trudno nie wierzyć w nic, prawda? 
 

Komentarze