Jeszcze tylko 12 960 minut
Zostało 9 dni do realizacji mojego pierwszego ślubnego zlecenia. Impreza wstępna połączona z wszystkimi regionalnymi tradycjami, ślub w kościele, wesele w stylu rustykalnym i poprawiny jako rodzinny, spokojny obiad w ogrodzie. I can't fucking wait! Moje złote buty już tylko czekają aż będę mogła to koordynować i płakać w kościele podczas przysięgi. Cudo! Natomiast teraz, koję nerwy i stresik oglądając filmy, pijąc wodę i układając pasjansa. Mandy (2018) - gdyby to miała być ogólna opinia to brzmiałaby ona "dwie godziny męczenia się", ale aż tak surowa to ja nie jestem. Momentami to był film skrojony z pięknych, kolorystycznie nabrzmiałych scen wypełnionych psychodelicznością, a na jednej scenie to nawet uniosłam jedną brew z wrażenia. Aczkolwiek, jak na tego scenarzystę i taki gatunek, słabiutko. Ot, ujdzie 4/10 Mężczyzna imieniem Otto (2022) - czasem dobrze jest obejrzeć film, który dokładnie mówi Ci co masz myśleć i jak masz się czuć, kiedy tylko pojawią się napisy...