Odleżyny
Dziesięć filmów jakie ostatnio obejrzałam (w kolejności losowej), część kolejna i pewnie jeszcze z jeden plus.
Raya i ostatni smok z 2021roku. Bajka z cudownym pierwszym zwiastunem i "okropnymi plakatami". A to dlatego, że zrobiłam sobie jakieś wyobrażenie na temat tego co dostanę i patrząc na plakaty zupełnie się ono nie sprawdziło. Jakie było moje zaskoczenie kiedy w końcu obejrzałam tą animację. Zero księżniczek, zero udawania, naprawdę przyjemna produkcja warta polecenia. Taka dla dużych i małych. Natomiast jedna scena, majstersztyk, płakałam. 7/10
Troll - norweskie kino fantastyczne, jak dobrze pamiętam, Netflixowej produkcji. No nie brzmi to dobrze. Obejrzane nie z własnej woli, ja chciałam grać w planszówkę, ale, całkiem okay. Był chyba nawet jeden albo dwóch spoko bohaterów! 3/10
Glass Onion, film, o którym opowiadam dosłownie wszystkim. Chyba dawno tak nie polecałam jakiejś produkcji jak tej. Włączyłam pod wpływem impulsu, bo raz, że nowy, a dwa, wyświetliła mi się na instagramie reklama wódki z Danielem Craigiem i zrobiłam wielkie oczy. On się tak rusza? On umie tak tańczyć? A co jeśli ma to coś wspólnego z tym filmem, który teraz reklamują? No i poszło. Nie żałuję. Cudna, cudna zabawa. Dobry żart, piękne ciuchy, wspaniała lokalizacja. Przerysowania i scenariusz z najwyższej półki. Nie było infantylności, była komedia z gatunku na jaki się zapowiadała. A plot twist, pierwsza klasa. Serio, świetne. 8/10
Randki od święta W jakim ja byłam szoku jak się okazało, że to było takie popularne 2, a rocznikowo to już nawet 3 lata temu. Rękę bym sobie dała uciąć, że to z zeszłorocznych świąt. I, święta są tu kluczowe. W innym wieczorze niż jak się wraca od rodziny a zamiast chrupek do podjadania są mandarynki, szczerze odradzam oglądać. Szkoda czasu. Generalnie przyjemna głupiutka komedia z fajnymi bohaterami. Nic szałowego i nic złego. 5/10
Surogatka pokazała mi się na HBO i sobie strzeliłam jako seans w pociągu. Jakbym miała przyznać nagrodę za najbardziej irytującą postać kobiecą, wędruje ona do głównej bohaterki. Temat trudny, wiadomo, i to nawet podwójnie jak się okazuje w środku seansu, ale... to jest po prostu źle zrobione. Zbyt roszczeniowo, na siłę współcześnie. Nie wiem, za dużo rzeczy mi tam nie gra. Za próbę ugryzienia szanuje, ale raczej nic poza tym. 3/10
Nie martw się, kochanie ktoś opisał ten film po festiwalu w Wenecji jako oczywistą przyczynę tylu dramatów jakie się tam wydarzyły między obsadą. Były one po prostu tysiąc razy ciekawsze niż to co się tam dzieje. Trochę oczywisty, trochę udający coś czym nie jest, z wielkimi aspiracjami na jakąś ponadczasowość, której nie sięga nawet do pięt. Scena w której Styles tańczy piękna. I to by było na tyle. 4/10
Nasze magiczne Encanto tutaj moje pierwsze pytanie brzmi, dlaczego piosenka "We don't talk about Bruno" była tak bardzo hitowa? Jakby... proszę państwa, te z Herkulesa na przykład biją ją o głowę. Okay, to jak tam tańczą to jest miód na serce, piękna różnorodność, wielokulturowość i po prostu kurde talent, ale, no nie. Generalnie kompletnie do mnie nie przemawia stylistycznie. Jakaś taka głośna, wielka, zakrzyczana. Za to tak pięknie, pięknie mówi. Ryczałam jak głupia i długa rozmowa potem wybrzmiewała w moim salonie. Nie jest to bajka, przy której kiedykolwiek dałabym serduszko, ale jest to film, który nazwę uzdrawiającym. 6/10
"Galerianki" mocny, ale gdzieś tak o godzinę dziesięć za długi. Kilka scen mogło być dużo lepiej poprowadzonych, natomiast duży plusik za wiele znamion tamtych czasów. Ma to taki mroczny vibe, który współcześnie kompletnie się zmienił. 2/10
"Przypadek 39" jestem prostym człowiekiem, jeśli coś przypomina Sierotę i gra tam Bladley Cooper, to ja w to wchodzę. Zwłaszcza jak okazuje się, że nikt mu nie podkręcił oczu w post produkcji. Świetnie poprowadzony wątek terapii, cudna, godna oklasków rola pierwszoplanowa i chociaż nie potrafię sobie teraz kompletnie przypomnieć zakończenia to wiem, że mi się podobało. Było takie... nawet satysfakcjonujące, serio. Ja tam polecam, chociaż wiem, że opinie ma strasznie skrajne. 7/10
"Uncharted" wleciało ze względu na to, że uwielbiam związek Toma Hollanda z Zendayą. I w sumie, to by było na tyle. Nie znam gry więc się nie wypowiem, ale jako kino akcji będące młodzieżową przygodówką to spełniło swoją rolę. I nie odniosłam wrażenia, że udaje coś więcej niż to czym jest, a ja to szalenie szanuję. Zakończenie typowe, robili takie już w 2010, ale ponownie - może tak właśnie się kończy oryginał. Nie wiem. 5/10
Komentarze
Prześlij komentarz