Oskarżam

 ...cywilizację europejską jakby to powiedział Korzeniowski, ale ja typuję siebie samą. Oskarżam i skazuję, najlepiej na długie lata więzienia albo w ogóle dożywocie. Przecież w tym kraju już i tak nie da się mówić o wolności. 

Przyszłam się poskarżyć, że tak łatwo tracę głowę. Dla jakiejś myśli, projektu albo dla kogoś, fuj. Najgorsze jest to, że nawet w tym głupawym zatraceniu jestem niekonsekwentna - obsesyjnie o kimś myślę przez miesiąc, żeby obudzić się jakiegoś zwykłego, kolejnego dnia, przewrócić oczami i jak gdyby nigdy nic więcej się tym nie zajmować. Odejść, odciąć, zniknąć. 

Chociaż, czy to jest takie najgorsze? Może jednak faktycznie sam proces jest dużo bardziej toksyczny dla duszy i ciała. Tak się w kimś zatapiać, spoglądać ciągle na telefon, czy już napisał, czy jeszcze nie. Irytować się, bo wstawił relację na instagram ale odpisać już nie było kiedy. Kojarzyć fakty, imiona, zdarzenia, a w zamian dostawać zbyt mało zainteresowania, troski - albo po prostu jakiegokolwiek uczucia. Chociaż, od razu mówię o uczuciach, bez sensu. Zamiast tego mogłoby być ciepło, jakaś dobra energia, trochę czasu. 

Ja wiem, że ja brzmię jakbym chciała żeby cały świat się we mnie zakochał i to najlepiej od razu, ale to nie tak. Ja jestem po prostu zmęczona całą tą rzeczywistością, w której znajduję sobie kogoś dla mnie ciekawego albo pięknego, z całego mojego wypalenia tworzę w sobie nowe życie, energię, siłę - i zanim ten ktoś w ogóle zwróci na mnie uwagę, popatrzy na mnie i mnie zobaczy, a nie tylko spojrzy, już mnie nie ma, już tracę siłę, już mi nie zależy. 

Może to jest brak cierpliwości, może chce za dużo i za bardzo, za szybko. Może znowu chodzi o to, że mam jakieś absurdalne wymagania, ale... ja chyba wolę je mieć niż zniżać się do obecnego poziomu jaki świat sobą prezentuje. Szkoda tylko, że jestem przy tym wszystkim tak bardzo spragniona kogoś kto będzie dla mnie wyjątkowy i kto będzie mnie traktował tak samo. Kto będzie mnie widział, słyszał i czuł. 

Ale cóż. I'm a capricorn, bitch.

Komentarze