Stwierdzam, że jednak nie Łódź
Ja jak zwykle wpadam pogadać o filmach. Krótko, zwięźle i na temat. Nie wiem tylko czy będzie to można nazwać polecajką, bo ostatnio mam całkiem sporo kiepskich wyborów, słabych produkcji i rozczarowań generalnych. A szkoda, bo z niektórymi swego czasu wiązałam spore nadzieje. No, ale mówi się trudno i płynie się dalej, nie? Zaczynajmy!
Idąc w porządku alfabetycznym, przedstawiam niedawną topkę z Netflixa w kinie animowanym, familijnym i "dla dzieci": Dzika ekipa. Czyli bajka o zwierzakach niebezpiecznych i słodkich jednocześnie, a przynajmniej takie było założenie scenariusza. Wszystko fajnie, milutko, po wszech miary polityczna poprawność okraszona... niczym szczególnym. Jakby, okay. Czasem się zaśmiałam, kreska przyjemna, bije współczesnością. Ale mam swoje ulubione zdanie! Ekhem, "Jestem koziorożcem, ja nikogo nie lubię". 5/10
Według mojej przygotowanej listy, pogadam teraz o filmie chyba najwyższych lotów jeśli chodzi o ten tekst Lato 1993, czyli opowieść o żałobie oczami dziecka. Prześliczna, bardzo mądra historia, która wciąga i nawet wzrusza! Rzadkie, katalońskie kino. Nasycone barwami, muzyką, opowieścią. Jest tam niezmierzony spokój, brak akcji, nikt nie spodziewa się suspensu, a to jeden z tych seansów, o których myśli się jeszcze kilka godzin po napisach końcowych. Jeśli dobrze pamiętam - debiut reżyserski. I wierzcie mi, naprawdę udany. 8/10
I teraz spadamy tak nisko jak tylko się da, mianowicie Magic Mike XXL. Żeby nie było, obejrzałam, bo pierwsza część była hot. Tatuum jest hot as fuck w Step upie, a to uprawniało mnie do tego wyboru. Niestety, jedna wielka porażka. I to chyba jest nadal delikatne określenie. Zero tańca, zero seksualności, ani krzty pożądania, uwodzenia, dobrej muzyki. Niech mnie szlak, tam nawet nikt nie był przystojny. Żenujący humor, żenujący scenariusz, żenujące wybory. Nie warto. 1/10
Jak widzę Johansson, Jackman'a, Bale'a i Caine'a to myślę sobie "o rajuśku muszę to zobaczyć". Więc niezmierzony jest mój zawód, kiedy dostaje film nudny, usypiający i o niczym. Bo taki właśnie jest Prestiż z 2006 roku. Tania opowiastka bardziej fiction niż science, głupie, puste romanse i rozczarowujące zakończenie - pomimo, że oglądając już kompletnie niczego się nie spodziewa. Chociaż znam ludzi, którzy oceniają film bardzo wysoko, dla mnie 2/10
Zobaczyłam to po raz pierwszy tego dnia, kiedy obejrzałam... pierwszą połowę, bo musiałam sobie seans rozdzielić na raty. Siedmiu krasnoludków ratuje śpiącą królewnę to jest coś czego się nie da do końca określić. Animacja bazująca na klasycznej bajce, pełna odwoływań do popkultury i kultury ogólnej. Jak komuś się bardzo nudzi, to spoko. Polecam wziąć kartkę i długopis, i spisywać każde jedno dzieło, które zostało tam w jakiś sposób wyśmiane. 3/10
Zaczynamy maraton tytułów na W pozycją z cudowną obsadą i mniej zachwycającą całą resztą filmu. Mniej znaczy niemalże wcale. Wiedźmy, nowinka z hbo go. Kocham się w Stanleyu Tuccim miłością prawdziwą i wieczną, więc film musiałam obejrzeć. Zwłaszcza, że panią Spencer bardzo szanuje po jednej z jej wcześniejszych ról. Może jakbym miała 11 lat mniej to byłabym zachwycona, a 15 lat temu to już w ogóle, ulubiony film, ale na dzisiaj takie 3/10. Z czystego sentymentu.
Czy ktoś pamięta jak pisałam o W jego oczach jako o latino CMBYN? Odwołuje to i szczerze przepraszam. Hiszpańska telenowela z kiepskim scenariuszem i wtórnymi powiązaniami. Miło jest patrzeć jak homoseksualne uczucie na ekranie nie jest spowite czystym pożądaniem, nie jest też go całkowicie pozbawione i rozkwita stopniowo ale rany... jakie to było nudne. Rozciągnięte i przez większość czasu o niczym. A jeszcze jak ktoś się zasugerował opisem filmu to już w ogóle kompletne rozczarowanie. Nie, nie, nie. 3/10
Chłopak dostał w prezencie edycje rozszerzone i tak wyszło, że zostałam zmuszona do obejrzenia Władcy Pierścienia Drużyny Pierścienia po raz pierwszy. I raczej nie ostatni... Kusi powiedzieć "a szkoda", ale tak w zasadzie to nie. Bo było naprawdę spoko. Klasyczne kino przygodowe, dobra fantastyka i przyjemnie obsadzone role. A muzyka? Majstersztyk. Ładny koloryt, ładne tłumaczenie, nawet lektor tak mocno mi nie przeszkadzał. Sama byłam zaskoczona jaką przyjemność mi to momentami sprawiało. Druga część - Władca Pierścieni: Dwie wieże - to już dużo mniejszy kaliber zadowolenia. Sorry, ale za dużo głupich kobiet na ekranie. A szczególnie jednej. Stfu. Nadal okay, ale kosztowało mnie dużo więcej nerwów. No i te plot twisty są już dla mnie do przewidzenia, bo zjadłam za dużo rzeczy, które najwyraźniej Tolkienem się inspirowały. Ale spoko, spoko. Serio. 7/10
Ostatni film w zestawieniu, ale zdecydowanie jeden z lepszych (bo z DiCaprio) Wyspa tajemnic. Dobre kino akcji, niezły straszak i rozwalacz umysłu wyższych lotów. Nie tak bardzo jak kultowa Incepcja czy coś typu Truman Show, ale nadal. Godny polecenia. I doskonale obsadzony, Ruffalo... nie sądziłam, że mogę go tak polubić. Warto! 7/10
Natomiast jak chodzi o seriale, to ostatnio obejrzałam Euforię i Odwilż, bo na oba jest zajebista moda i chociaż pierwszy z nich jest zdecydowanie lepiej zrobiony, to nadal.. meh. Nie rozumiem czemu są tak popularne, chwalone i doceniane. Serio, to się rzeczywistości nie trzyma. A w momencie kiedy przeszkadza to mi - osobie, która przed realem ucieka w Seks w wielkim mieście i LOL'A, to jest kiepsko.
Do następnego!
Komentarze
Prześlij komentarz