O ludziach od ludzi...

O ludziach od ludzi...

Kim jesteśmy?

Nie oszukujmy się już na początku (bo tak mniej więcej robili nasi sojusznicy w 1944, prawda?), chociaż chcielibyśmy być najlepszymi, najmilszymi i najbardziej uprzejmymi ludźmi jacy tylko istnieją na tej zielonej planecie, nie zawsze nam to wychodzi.

Ale dlaczego i w sumie o co chodzi?

Nie mieliście tak czasem? Jesteście bardzo, bardzo, baaaardzo miłymi ludźmi (wazelina leje się litrami na ciała naszych towarzyszy), to jednak czasami zdarza nam się wstać lewą nogą, spotkać czarnego kota...lub po prostu zobaczyć w TV hiszpańską telenowelę zamiast odcinka "Przyjaciół"...bywa.

To taki dzień, w którym słowa niecenzuralne rzucane są przez nas praktycznie częściej niż słowo "bolek" w trakcie wypowiedzi Wałęsy. Czy warto nam tego żałować?

A teraz tak bardziej realistycznie...

Każdemu z nas tak się zdarza, mi nawet zajmuje to więcej niż pół roku. Chyba powinniśmy przeprosić, ale może jednak nie do końca. Jednakże często w przypływie agresji (BlitzKrieg), mówimy drugiej osobie coś, co nigdy w życiu by nam na język nie przyszło...

A to jest właśnie piękne. Nie zastanawiamy się wtedy nad doborem słownictwa, ilością "przecinków", więc i także emanujemy szczerością (przynajmniej jeśli nie mamy po prostu zamiarów tak złych jak Hitler w ramach łamania traktatu Wersalskiego,bywa...)
Mówimy prawdę, często chamską, gestykulujemy jak na mistrzostwach pantomimy i staramy się zedrzeć gardło jak Hunter na Woodstocku. Ale jednak potem nam dość mocno ulży, co na następny dzień czyni nas aniołami w ludzkiej skórze.

Homo homini lupus est... A kiwi kiwi kiwi

Komentarze