Pociągnij ją za strunę... czyli jednak czasem powiem coś o sobie


Czas na odrobinę małej spowiedzi, w końcu i tak jestem tu anonimowy, prawda? (czekajcie, ktoś puka mi do drzwi...)

Jestem zapalczywym miłośnikiem muzyki, wręcz od ponad pięciu lat nie wyobrażam sobie bez niej życia. Śpię 4 godziny i 12 słucham muzyki, więc zostaje mi około osiem godzin na robienie czegokolwiek (co i tak w ogólnym rozrachunku wychodzi mało, bo jednak skończę tą książkę...ale nie mam czasu). W takim układzie zacząłem grać na gitarze...wychodzi już w sumie prawie dziewięć miesięcy intensywnej pracy i od huja wydanych pieniędzy na tą najcieńszą, wiecznie pękającą dla mnie strunę.

Nie będę tego ukrywał, jestem umysłowym punkiem (bo raczej z moim lenistwem co do kwestii mody, mogę nazywać się hipsterem łączonym z odrobiną elegancji i bezdomności) i wychowałem się na takich zespołach jak (uwaga uwaga, zaczyna się maraton) Dezerter, Zielone Żabki, Karcer, Cela nr3, Republika, Zabili mi żółwia, Sedes, The Bill, The Analogs, Farben Lehre, Defekt Muzgó czy chociażby KSU...

Muszę sam przed sobą przyznać, że im dłużej poznaję tajemne techniki gry na tym owianym tajemnicą instrumencie (to brzmi prawie jak te magiczne środki na powiększenie penisa- legendy są, tematycznego huja warte), to coraz mocniej skłaniam się ku...Bluesowi?

Nie powiem, mam korzenie takich grup jak Black Sabbath, Alice in Chains, Motorhead, Iron Maiden, Santana, DIO, Megadeth, FFDP, Jimi Hendrix, Janis Joplin czy nawet Franka Zappy, ale coraz mocniej ciągnie mnie w stronę wolnego grania.
Blues staje się czymś pięknym w rękach człowieka z wyobraźnią. To jest wręcz seksualne wodzenie swojego umysłu dłonią na gryfie pełnym przyjemności. Odpowiedni dotyk sprawiający przyjemną reakcję. (Tak, moja gitara jest już legalna)

Dajmy uwolnić z siebie nasze pragnienia w ten najpiękniejszy sposób.

P.S. O muzyce zawsze warto rozmawiać, Woodstockowicze wiedzą to najlepiej ze wszystkich

Komentarze