As Pik odszedł...
Miałem odnieść się do kwestii moich zasad, więc nadszedł na to czas.
Lemmy Killmister, bo o tym człowieku będzie dzisiaj mowa (bardzo prywatna zresztą), to kwintesencja prawdziwego faceta, muzyka i dżentelmena.
Więc kim On był?
Lemmy stanowił dla mnie źródło wszelkiej zajebistości, to muszę mu przyznać. I chociaż minęły już ponad 4 lata, to nadal za nim tęsknię.
Mamy tu do czynienia z człowiekiem, który umarł w wieku 70 lat, a codziennie palił chociaż jedną paczkę fajek i wypijał butelkę whisky. Basista i wokalista legendarnej grupy Motörhead, HawkWind. Człowiek, który grał z Metallica'ą, Judas Priest, Ozzym, Dio i tak dalej i tak dalej (już rozumiecie?)
Człowiek, który miał 70 lat swojego życia i ilość płyt, która przekracza na spokojnie średnią moich ocen na koniec trzeciej klasy liceum. . Przepraszam za to, co teraz napiszę. Może byś smutno.
Lemmy, po prostu dziękuje. To dzięki tobie mój muzyczny świat nabrał kolorów i dzięki tobie, jestem tym, kim jestem. Dziękuje za ilość płyt, która pozwoliła mi dorosnąć. Dziękuje, że na twoich albumach nie było głupich kawałków, które mogłyby mnie urazić. Dziękuje, że byłeś prawdziwym dżentelmenem i dziękuje, że gromadziłeś wokół siebie samych dobrych ludzi. Dziękuje za to, jak żyłeś. A byłeś żywym przykładem na życie w stylu "rock and roll". Dziękuje za siłę, która od ciebie biła każdego dnia. Siła czerpiąca się z twoich oczu, podniesionych na przekór wszystkiemu, co uważałeś za złe. I dziękuje że wtedy, kiedy trzeba było się poddać, ty stanąłeś przed tłumem swoich fanów i powiedziałeś im prosto w oczy "przepraszam, nie mogę", bo byli dla ciebie jak rodzina. I dziękuje że stałeś nad nami wszystkimi, pokazując wzór prawdziwego faceta- faceta, którym zawsze będę chciał być. Dziękuje za to, że nie odwracałeś się od innych i na swoich kawałkach byłeś tak szczery, jak się tylko dało. Dzięki za moc twoich kompozycji i teksty, które pisałeś. "Mama I'm coming home" na zawsze będzie w moim sercu. Dziękuje za to, że byłeś wartościowym człowiekiem- może bez grosza przy duszy, ale w dniu twojej śmierci, ani kilka lat potem, nikt nie potrafi powiedzieć o tobie złego słowa. Człowieku ubrany w czerń, wiedz, że cię pamiętam. I będę monotonny, ale jeszcze raz dziękuje. Ale tym razem za to, że zostawiłeś nam swoją twórczość- czyli coś, bez czego nie wyobrażam sobie swojego życia. O człowieku ubrany w czerń, o oczach płonących miłością i rozwagą. Wiedz, że tęsknię.
I przepraszam. Kurewsko przepraszam za to, że kiedy ja zaczynałem żyć twoim życiem, twoja gra właśnie musiała się skończyć.
(1945-2015)- Dla człowieka, którego warto poznać
Jest fajny film o nim pt."Lemmy". Naprawdę godny uwagi. I oczywiście jego biografia, czyli co miał wspólnego z Hendrixem i dlaczego Lars Urlich tak bardzo go kochał.
A teraz puść sobie "Ace of Spades", lub "Born to Lose", albo "Don't touch" i powiedz mi, że ten głos nie zasługuje na pamięć.
Lemmy Killmister, bo o tym człowieku będzie dzisiaj mowa (bardzo prywatna zresztą), to kwintesencja prawdziwego faceta, muzyka i dżentelmena.
Więc kim On był?
Lemmy stanowił dla mnie źródło wszelkiej zajebistości, to muszę mu przyznać. I chociaż minęły już ponad 4 lata, to nadal za nim tęsknię.
Mamy tu do czynienia z człowiekiem, który umarł w wieku 70 lat, a codziennie palił chociaż jedną paczkę fajek i wypijał butelkę whisky. Basista i wokalista legendarnej grupy Motörhead, HawkWind. Człowiek, który grał z Metallica'ą, Judas Priest, Ozzym, Dio i tak dalej i tak dalej (już rozumiecie?)
Człowiek, który miał 70 lat swojego życia i ilość płyt, która przekracza na spokojnie średnią moich ocen na koniec trzeciej klasy liceum. . Przepraszam za to, co teraz napiszę. Może byś smutno.
Lemmy, po prostu dziękuje. To dzięki tobie mój muzyczny świat nabrał kolorów i dzięki tobie, jestem tym, kim jestem. Dziękuje za ilość płyt, która pozwoliła mi dorosnąć. Dziękuje, że na twoich albumach nie było głupich kawałków, które mogłyby mnie urazić. Dziękuje, że byłeś prawdziwym dżentelmenem i dziękuje, że gromadziłeś wokół siebie samych dobrych ludzi. Dziękuje za to, jak żyłeś. A byłeś żywym przykładem na życie w stylu "rock and roll". Dziękuje za siłę, która od ciebie biła każdego dnia. Siła czerpiąca się z twoich oczu, podniesionych na przekór wszystkiemu, co uważałeś za złe. I dziękuje że wtedy, kiedy trzeba było się poddać, ty stanąłeś przed tłumem swoich fanów i powiedziałeś im prosto w oczy "przepraszam, nie mogę", bo byli dla ciebie jak rodzina. I dziękuje że stałeś nad nami wszystkimi, pokazując wzór prawdziwego faceta- faceta, którym zawsze będę chciał być. Dziękuje za to, że nie odwracałeś się od innych i na swoich kawałkach byłeś tak szczery, jak się tylko dało. Dzięki za moc twoich kompozycji i teksty, które pisałeś. "Mama I'm coming home" na zawsze będzie w moim sercu. Dziękuje za to, że byłeś wartościowym człowiekiem- może bez grosza przy duszy, ale w dniu twojej śmierci, ani kilka lat potem, nikt nie potrafi powiedzieć o tobie złego słowa. Człowieku ubrany w czerń, wiedz, że cię pamiętam. I będę monotonny, ale jeszcze raz dziękuje. Ale tym razem za to, że zostawiłeś nam swoją twórczość- czyli coś, bez czego nie wyobrażam sobie swojego życia. O człowieku ubrany w czerń, o oczach płonących miłością i rozwagą. Wiedz, że tęsknię.
I przepraszam. Kurewsko przepraszam za to, że kiedy ja zaczynałem żyć twoim życiem, twoja gra właśnie musiała się skończyć.
(1945-2015)- Dla człowieka, którego warto poznać
Jest fajny film o nim pt."Lemmy". Naprawdę godny uwagi. I oczywiście jego biografia, czyli co miał wspólnego z Hendrixem i dlaczego Lars Urlich tak bardzo go kochał.
A teraz puść sobie "Ace of Spades", lub "Born to Lose", albo "Don't touch" i powiedz mi, że ten głos nie zasługuje na pamięć.
Bardzo dobrze słucha się tych utworów i (niewątpliwie: nie do zapomnienia) głosu Lemmy'ego w taki poranek jak dzisiejszy. Co prawda, nie znalazłam "Don't Touch", ale pocieszyłam się "Out to Lunch", który połączyłam z "Too Good To Be True" i wyszedł całkiem niezły posiłek
OdpowiedzUsuń