Czemu mnie nie ma?

Wróciłem szybciej niż dżuma do Europy, tak więc w przeciwieństwie do tej pierwszej, okazało się że jednak żyję!!!

A tak na serio, to mam na sobie ostatnio nawał pracy i nowych projektów, także ciężko mi nawet spać, ale trudno!!! Ale pora coś napisać.

Jako punk i ateista, w tym tygodniu przerobiłem...karierę Lady Gagi i film o dwóch papieżach, (Tak wygląda nasza polityka w wielkim skrócie #pomieszaniepojęć), ale zacznę od aspektu muzycznego.

"Narodziny Gwiazdy", bo tak nazywa się ta produkcja, to naprawdę fantastyczny film. Cooper i Lady Gaga w rolach głównych okazała się strzałem w dziesiątkę, a cała otoczka życia małej gwiazdy podbiła serca fanów artystki jak i moje. 

Od dawna filmowi nie udało się wyprowadzić mnie z "maski", ani poruszyć. Aczkolwiek naszła mnie pewna myśl. Otóż polubiłem twórczość naszej Lady, tylko tą z początków kariery. Okazało się to niezwykle bolesnym odczuciem, ponieważ jej kawałków mógłbym słuchać cały czas...tych starych kawałków. Rozumiem zagrany ból jej męża, który prosił ją, żeby się otworzyła, a w ramach kariery spadła na "dno"- w jego i moim sensie. 

I szanuję Gagę za jej głos i to, do czego doszła, ponieważ ma w sobie to coś. Może nie dla mnie, ale ma.

P.S. Autentycznie płakałem na tym filmie pod koniec,czyli z czystym sumieniem mogę go polecić.

P.S(2). Postaram się zorganizować więcej czasu na teksty, ale muszę mieć o czym pisać (ale i na to coś się znajdzie)

Komentarze