Jak witają się Papieże...?
To zawsze był bardzo idiotyczny żart mojego dzieciństwa, dopóki nie zobaczyłem dzisiaj tego filmu (dla mnie jest niedziela 23;55).
Żart robiący ludzi w huja, ponieważ nigdy nie było dwóch papieży w naszych czasach. TAKIEGO!!! (tu pokazałbym wam środkowy palec, ale za względu na treść filmu, przyjmijcie oto te dwa nagie miecze...albo klucze papieskie *whatever*)
"Dwóch papieży"- geniusz w czystej postaci? Może obraza dla kościoła? A może reklama pizzeri w Rzymie?
Cytując Kotarskiego "Otóż nic bardziej mylnego"
Mamy świetny pomysł na film. Oparty na faktach, świetnie zagrany, z genialną muzyką i chwytliwą tematyką.
Więc mamy Franciszka i Benedykta, czyli dwójkę pasterzy o odmiennych poglądach względem prowadzenia wiary.
Jonathan Pryce, którego widzę na ekranie pierwszy raz. Genialna rola, wręcz arcydzieło samo w sobie. Zmusza nas do myślenia i przede wszystkim myślenia. Wcielony w rolę Franciszka, czyli bardzo liberalnego Papieża, który nie trzyma się ściśle tradycji kościoła.
Anthony Hopkins, AAAAAAA. A tak serio, ten facet to klasa sama w sobie. Dosłownie w każdym filmie! Nasz Benedykt- straszny konserwatysta z okolic ziem Niemieckich.
I co nam to dało? Mistrzowsko ukazana polaryzacja dwóch skrajnych charakterów (coś na kształt naszego sejmu w 2015).
Przymus zastanowienia się nad swoim losem (a mówię to jako człowiek, który nie wierzy w Boga). I przede wszystkim, muszę posłuchać płyty Benedykta. A na Franciszka patrzeć milszym okiem, bo naprawdę to co robi, sprawia że odzyskuję wiarę w tą instytucję.
Żart robiący ludzi w huja, ponieważ nigdy nie było dwóch papieży w naszych czasach. TAKIEGO!!! (tu pokazałbym wam środkowy palec, ale za względu na treść filmu, przyjmijcie oto te dwa nagie miecze...albo klucze papieskie *whatever*)
"Dwóch papieży"- geniusz w czystej postaci? Może obraza dla kościoła? A może reklama pizzeri w Rzymie?
Cytując Kotarskiego "Otóż nic bardziej mylnego"
Mamy świetny pomysł na film. Oparty na faktach, świetnie zagrany, z genialną muzyką i chwytliwą tematyką.
Więc mamy Franciszka i Benedykta, czyli dwójkę pasterzy o odmiennych poglądach względem prowadzenia wiary.
Jonathan Pryce, którego widzę na ekranie pierwszy raz. Genialna rola, wręcz arcydzieło samo w sobie. Zmusza nas do myślenia i przede wszystkim myślenia. Wcielony w rolę Franciszka, czyli bardzo liberalnego Papieża, który nie trzyma się ściśle tradycji kościoła.
Anthony Hopkins, AAAAAAA. A tak serio, ten facet to klasa sama w sobie. Dosłownie w każdym filmie! Nasz Benedykt- straszny konserwatysta z okolic ziem Niemieckich.
I co nam to dało? Mistrzowsko ukazana polaryzacja dwóch skrajnych charakterów (coś na kształt naszego sejmu w 2015).
Przymus zastanowienia się nad swoim losem (a mówię to jako człowiek, który nie wierzy w Boga). I przede wszystkim, muszę posłuchać płyty Benedykta. A na Franciszka patrzeć milszym okiem, bo naprawdę to co robi, sprawia że odzyskuję wiarę w tą instytucję.
Czyli: jak witają się papieże? ;)
OdpowiedzUsuńTroche mnie nie było, więc nadrabiam i musze powiedzieć - zaczyna sie dobrze. Ten film jest naprawdę dobry, choć w temacie papieży to "Nowy papież" też rządzi
OdpowiedzUsuń