Marvel chciałby mnie zaskoczyć...

...i wyszło im. W dość pomieszanym sensie.

Trafiło mi się dziś "Spider-Man: Uniwersum" i nie poczuwam się do zostania wielkim fanem serii.

Nie ukrywam, premiery Marvela zawsze spędzają mi sen z powiek, ale w zamian za oczekiwanie oddają naprawdę świetny i przygotowany obraz. Może nie jest to dzieło sztuki, ale naprawdę zawsze warto jest iść na ich seans.

Niestety, akurat ta produkcja wprawiła mnie w spore zakłopotanie (pierwszym była Kapitan Marvel). Ale może najpierw zacznę od zalet, bo jestem im jak zawsze dość przychylny pod tym względem.

Mamy genialną komiksową kreskę, fajny crossover bohaterów z innych wydań komiksowych...i tyle? Tak, tylko tyle.

Produkcja nie powala muzyką, wszystkim już znaną ciężkością fabuły z lekką dozą komiksu. Chociaż pomysł uważam za świetny.


Nie lubię wersji komisowych. Ostatnią jaką naprawdę lubiłem to był spider man jeszcze z czasów mojego dzieciństwa (ten, który leciał chyba jeszcze na Fox Kids- dzisiejsze Disney xD), dlatego muszę się czepiać. 

No i to, co dla mnie najważniejsze, czyli muzyka. Boli mnie to, że to nie jest stare podejście hodowli Marvela. Nie mamy tu rock'a, bluesa ani jazzu, tylko nowe kawałki ze stylu "raperskiego". 

Może po prostu się czepiam...

Komentarze