O tym, że nie zawsze można

Wiecie, w związkach z reguły jest tak, iż każde z partnerów (nie powiem ilości, bądźmy tolerancyjni), oddaje się w całości względem drugiego, trzeciego etc.

Ponieważ niestety nasze emocje nie są opanowywane do końca, także kwestię oddania można podważyć (chociaż jest to trudniejsze niż podważanie gumy do żucia spod szkolnej ławki, którą jakiś idiota zostawił tam dekadę temu). Mniej więcej tworzymy sobie zarys. Im więcej prób, tym cieńsza kreska, przez którą rozlewają się nasze intencje, bardzo często zupełnie przypadkiem.

Spędzacie razem piękne chwile, dosłownie każdy moment waszego życia...tylko po to, żeby za chwilkę kontakt po prostu się urwał. Nie mówię że trzeba być ze sobą 24/7 (to nie porównanie do sklepu monopolowego, prawda?), ale jednak może jeśli nie jesteście dla siebie stworzeni, to tematy do rozmowy wypłyną na wierzch szybciej niż fakty o katastrofie z 2010 roku. Organizujecie sobie wyjścia (właściwie to ty organizujesz), aby po kilku miesiącach starań mieć dość ciągłego napierania na relację bez odzewu drugiej osoby (potocznie nam bardzo bliskiej). Może to i lepiej, co?

W końcu związek to Interpretacja życia na podstawie wymiany starych doświadczeń i wspólnego poznawania nowych. Nie zawsze musimy być szczęśliwi, tym bardziej jeśli tylko my (lub wy) się staramy. 

Ale jakimś cudem, niestety nie umiemy tego skończyć, ponieważ nie mamy nawet argumentu. W końcu skoro się nie widujecie, to znaczy że nawet nie macie się o co kłócić. W takim razie "poważna rozmowa", przybiera często postać komika opowiadającego żarty w towarzystwie jedynie czterech ścian. ktoś się zaśmieje, ale to będzie tylko on.

Smutne, aczkolwiek prawdziwe. Na pocieszenie mogę powiedzieć, że śmiechu jest dużo. Przez łzy, ale nadal od huja

Komentarze

  1. To brzmi jakby było u Ciebie bardzo nie w porządku..... Jakbyś był komikiem, który opowiada żarty na sali gdzie widownia wyszła, a potem on też wychodzi. DUŻO MIŁOŚCI WYSYŁAM NA POCIESZENIE! <3 <3 <3

    OdpowiedzUsuń
  2. O... Redaktorzy to chyba nie mają ostatnio szczęścia w miłości. Przykro mi. Przyjść na twój stand up mistrzu?

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz