Mam pociąg do ciebie i z tobą...
Chciałam tylko wyjść z pociągu. Chciałam tylko wstać.
Jednak o tej godzinie i przed końcową stacją, wszyscy jak zwierzęta próbują być jak najbliżej wyjścia. Jakby się bali, że zostaną w pociągu na zawsze... Sami, błąkający się bez celu, nie wiedząc co ze sobą zrobić i próbując umilić sobie czas najróżniejszymi sposobami. Jakby poza pociągiem tego nie robili.
Ledwo co wzięłam w ręce moją torbę, a zostałam popchnięta w stronę wyjścia. Uderzyłam w czyjeś plecy. Chciałam przeprosić. Naprawdę chciałam, ale tylko spuściłam głowę modląc się, by przede mną nie stał gburowaty grzyb.
Odwróciłam się szukając wzrokiem mojej przyjaciółki i nagle wszystko stanęło w miejscu. Siedziałeś jeszcze na swoim miejscu, spokojnie, czekając aż pociąg zatrzyma się, a ty wtedy mógłbyś wrócić do swojej codzienności.
Tak cholernie chciałabym być częścią twojej codzienności.
Chciałam położyć rękę na twoich włosach, byś potem odwrócił się w moją stronę. Chciałam spojrzeć tak głęboko w twoje ciemne oczy. Dziś były zmęczone. Tak zmęczone jak moje serce.
Uśmiechnęłabym się do ciebie i zapytała: "Hej, nie poznałeś mnie? A może nie chciałeś mnie poznać?"
Chciałabym usłyszeć twój śmiech i szczere zaprzeczenie.
Nasze twarze dzieliło niecałe trzydzieści centymetrów. Mogłam wręcz poczuć zapach twojej skóry, mogłam zobaczyć jak marszczysz nos, dotknąć twoich ust.
Chciałam dotknąć twojej skóry, spleść nasze dłonie. Chciałam poczuć Twój dotyk.
Chciałam po prostu się uśmiechnąć, chciałam tylko powiedzieć cześć. Chciałam żebyś tylko na mnie spojrzał.
Lecz tylko odwróciłam wzrok. Nie chciałam cię widzieć. Nie, tak, nie, tak. Nie w takim stanie, nie chciałam żebyś widział mnie w takim stanie. Nie chciałam byś w ogóle mnie widział. Chciałam zniknąć, stać się powietrzem. Bałam się oddychać. Bałam się, że każdy szybszy wdech lub wydech zdradzi, że to ja jestem koło ciebie. Tak, to ja byłam dziś koło ciebie...
Tak bardzo chciałabym cię nigdy nie poznać. Tak bardzo chciałabym nadal żyć w nieświadomości, że istniejesz. Chciałabym krzyczeć, wyrzekać się Boga.
To przez ciebie nie chodzę do kościoła.
Jedyne miejsce, gdzie się widujemy, a kiedyś miejsce gdzie czułam się tak bezpiecznie. Teraz boję się, że zginę tam, że piekło zacznie mnie pochłaniać tak jak ty zacząłeś pochłaniać moje serce.
Nadal marzę byśmy się spotkali. Chcę cię przytulić, poznać, chcę cię wyzywać, chcę cię bić, chcę krzyczeć. Mam tyle rzeczy do powiedzenia. Chcę powiedzieć ci jak nieświadomie mnie ranisz.
Czasem wydaje mi się, że widzę cię na mieście. Wtedy zapominam o wszystkim i idę za tobą, mając cichą nadzieję, że się odwrócisz i podejdziesz do mnie. Zaczepisz, uśmiechniesz się i mrukniesz "co za przypadek, że znowu się widzimy".
Przygryzę wtedy wargę i zaśmieje się. Tak, przypadek.
Jednak po 200 metrach dociera do mnie to co robię, że to nienormalne i chore. Jak mogłam pomylić cię z jakimś nic nie znaczącym mężczyzną. Ty nawet takiej kurtki nie nosisz!
Chciałbym ci powiedzieć jak cię kocham.
Jednak teraz zastanawiam się, czy kiedykolwiek kogoś kochałam. Czy jestem zdolna do miłości? Czy jestem w stanie wystarczająco o ciebie dbać? Czy jestem gotowa przed tobą być sobą?
Chciałabym.
Chciałabym przestać być dla ciebie tylko Basią.
Jednak o tej godzinie i przed końcową stacją, wszyscy jak zwierzęta próbują być jak najbliżej wyjścia. Jakby się bali, że zostaną w pociągu na zawsze... Sami, błąkający się bez celu, nie wiedząc co ze sobą zrobić i próbując umilić sobie czas najróżniejszymi sposobami. Jakby poza pociągiem tego nie robili.
Ledwo co wzięłam w ręce moją torbę, a zostałam popchnięta w stronę wyjścia. Uderzyłam w czyjeś plecy. Chciałam przeprosić. Naprawdę chciałam, ale tylko spuściłam głowę modląc się, by przede mną nie stał gburowaty grzyb.
Odwróciłam się szukając wzrokiem mojej przyjaciółki i nagle wszystko stanęło w miejscu. Siedziałeś jeszcze na swoim miejscu, spokojnie, czekając aż pociąg zatrzyma się, a ty wtedy mógłbyś wrócić do swojej codzienności.
Tak cholernie chciałabym być częścią twojej codzienności.
Chciałam położyć rękę na twoich włosach, byś potem odwrócił się w moją stronę. Chciałam spojrzeć tak głęboko w twoje ciemne oczy. Dziś były zmęczone. Tak zmęczone jak moje serce.
Uśmiechnęłabym się do ciebie i zapytała: "Hej, nie poznałeś mnie? A może nie chciałeś mnie poznać?"
Chciałabym usłyszeć twój śmiech i szczere zaprzeczenie.
Nasze twarze dzieliło niecałe trzydzieści centymetrów. Mogłam wręcz poczuć zapach twojej skóry, mogłam zobaczyć jak marszczysz nos, dotknąć twoich ust.
Chciałam dotknąć twojej skóry, spleść nasze dłonie. Chciałam poczuć Twój dotyk.
Chciałam po prostu się uśmiechnąć, chciałam tylko powiedzieć cześć. Chciałam żebyś tylko na mnie spojrzał.
Lecz tylko odwróciłam wzrok. Nie chciałam cię widzieć. Nie, tak, nie, tak. Nie w takim stanie, nie chciałam żebyś widział mnie w takim stanie. Nie chciałam byś w ogóle mnie widział. Chciałam zniknąć, stać się powietrzem. Bałam się oddychać. Bałam się, że każdy szybszy wdech lub wydech zdradzi, że to ja jestem koło ciebie. Tak, to ja byłam dziś koło ciebie...
Tak bardzo chciałabym cię nigdy nie poznać. Tak bardzo chciałabym nadal żyć w nieświadomości, że istniejesz. Chciałabym krzyczeć, wyrzekać się Boga.
To przez ciebie nie chodzę do kościoła.
Jedyne miejsce, gdzie się widujemy, a kiedyś miejsce gdzie czułam się tak bezpiecznie. Teraz boję się, że zginę tam, że piekło zacznie mnie pochłaniać tak jak ty zacząłeś pochłaniać moje serce.
Nadal marzę byśmy się spotkali. Chcę cię przytulić, poznać, chcę cię wyzywać, chcę cię bić, chcę krzyczeć. Mam tyle rzeczy do powiedzenia. Chcę powiedzieć ci jak nieświadomie mnie ranisz.
Czasem wydaje mi się, że widzę cię na mieście. Wtedy zapominam o wszystkim i idę za tobą, mając cichą nadzieję, że się odwrócisz i podejdziesz do mnie. Zaczepisz, uśmiechniesz się i mrukniesz "co za przypadek, że znowu się widzimy".
Przygryzę wtedy wargę i zaśmieje się. Tak, przypadek.
Jednak po 200 metrach dociera do mnie to co robię, że to nienormalne i chore. Jak mogłam pomylić cię z jakimś nic nie znaczącym mężczyzną. Ty nawet takiej kurtki nie nosisz!
Chciałbym ci powiedzieć jak cię kocham.
Jednak teraz zastanawiam się, czy kiedykolwiek kogoś kochałam. Czy jestem zdolna do miłości? Czy jestem w stanie wystarczająco o ciebie dbać? Czy jestem gotowa przed tobą być sobą?
Chciałabym.
Chciałabym przestać być dla ciebie tylko Basią.
Komentarze
Prześlij komentarz