Na poranek 11.02

Wracając do naszego kochanego Zenka (nie, nie Martyniuka. Chociaż on też zaczynał od cięższych brzmień), to pora przenieść się na płytę, która jest już klasykiem i jej kawałki stały się hymnem wielu festiwali i zwykłych zakończeń koncertów.

Czyli "Kiełbie we Łbie"


Pod wieloma względami jest to płyta idealna. Dużo riffów zapadających w pamięć, melodyjny bas i typowy wokal, który każdy z nas może śpiewać ze zdartym gardłem na koniec koncertu.

Ale miałem wybrać jeden kawałek, ale że się nie da (bo są trzy, o których muszę wspomnieć), to ta płyta zajmie nam czas aż do czwartku. 

Także dziś leci na tapetę "Baleron w Kartoflach pod Keczupem"
https://youtu.be/nL0lY561qDs

Dziwny tytuł, co? Z tego byłaby dobra matura ustna z Polskiego :D

O czym jest kawałek? O wyzwoleniu się ze stereotypów i stygmatyzacji, żeby wyzwolić się z zablokowanej przez nas samych wiadomości. Jeden z moich ukochanych kawałków.

Mój pokoik taki malutki
Drzwi pozamykane do całego świata
Chciałbym więcej, bardziej i mocniej
Jestem ptakiem, który nie potrafi latać
Gdzie ja jestem, halo jest tu kto?
Czy ktoś mnie słyszy?
Jeżeli mnie słyszysz, odezwij się
Mój pokoik nie ma okienka
W kącie leży stara, zardzewiała łyżka
Na stoliku pusty talerzyk
Po podłodze biega przestraszona myszka
Pomocy! Czy ktoś może mi pomóc?
Nie wiem gdzie jestem
Proszę, pomóżcie
Mój pokoik zimny i obcy
Wielkim kłamstwem przezroczystym
Jak powietrze
Jest wydęty, pękają ściany
Takie kłamstwo nie jest w stanie
Więzić wiecznie
Błagam wypuśćcie mnie
Obiecuję, że nikomu nie powiem, naprawdę
Wypuści mnie ktoś?
Halo, no do jasnej cholery
Kto, kto, kto mnie tu wsadził
Narzucił, nakazał, wyzyskał, zdradził
Żar, żar mojej miłości
Gaszony przez ich puste wartości
10% z życia wzięte
Proszę o resztę, gotowy jestem
Zedrzeć z siebie twardą skórę
Szukać, błądzić, malować chmury
Tam daleko odnajdę siebie
Tam daleko prawdę wygrzebie
Runie mój świat, oburzę się wielce
To mnie uwolni, odpuszczą lejce
Co mi wpoili, nie ma już sensu
Nigdy nie miało, widzę to wreszcie
Nie wierzę, że
Baleron jest
Potrzebny mi
Bym godnie żył
Nie wierzę, że
Keczup to krew
Nie boję się
Już nie nabiorę się
Nie jestem lalką, nie chcę
Być plastikowy, nie chcę
Nie jestem piłką, nie chcę
Biec, gdzie mnie poślą, nie chcę
Nie jestem ścierką, nie chcę
Wycierać mebli, nie chcę
Nie jestem ślepy, nie
Wierzyć w bzdury nie chcę
Misie są dobre
Misiaczki twierdzą, że
Niebieskie słonie
Lewitują pośród drzew
Misie są dobre
Niestety mylą się
Niebieskie słonie
W ich fantazjach rodzą się
Gdy pył opadnie
Zobaczysz, że
Nie ma bąków
Więc żaden nie mógł ugryźć cię
Wszędzie komary
Które wciąż chłepczą twoją krew
Nie ma bata
Więc nie potrzebnie bałeś się
Koniec to koniec
Nie płacz, bo tak najlepiej jest
Nic tak nie dziwi, nic, jak prawda
Nic tak nie dzieli, nic, jak prawda
Nic tak nie uczy, nic, jak prawda
Nic tak nie budzi, nic, jak prawda
Nic tak nie złości, nic, jak prawda
Nic tak nie smuci, nic, jak prawda
Nic tak nie leczy, nic, jak prawda
Nic tak nie przetrwa, nic, jak prawda
Mój pokoik nie ma już ścianek
Nie ma dachu, ani drzwi, ani podłogi
Widzę kwiaty, chmury i ptaki
I rozumiem jaki byłem w to ubogi

Komentarze

  1. Mocny tekst i muzyka, przywołująca na myśl System Of A Down. Godne uwagi

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz