Na poranek 26.02
Na początku chciałam ten post zamienić w serię obrazków z półnagimi półbogami, ale z założenia jednak mam tutaj wpleść parę zdań, dlatego powstrzymała mnie reszta mojej silnej woli. Kontynuujemy przygodę z leciutkim, popowym brzmieniem, tylko tym razem na tapetę wrzucam singiel "Show'em" czy też w pełnej wersji "Show'em what you're made of", czyli jeden z najbardziej gorących teledysków w historii zespołu Backstreet Boys.
Piosenka została wydana po - jeśli dobrze pamiętam - drugiej reaktywacji zespołu, który zawieszał działalność stosunkowo regularnie. Panowie, jak na popowe gwiazdy przystało, stale wahali się pomiędzy rozwijaniem zespołu, karierą solową, a odcięciem od całego świata biznesu na rzecz rodzinnego gniazda, a to sprawiało, że tabloidy miały o czym donosić reszcie świata. Rasowy układ prawda?
I chociaż donosy o ich kolejnych rozpadach, przetasowaniach w zespole czy też chwilowym zawieszeniu jakieś trasy, kuły ich wierne fanki prosto w rozdygotane serca, panowie Nick, Kevin, Brian, Howie i AJ doskonale wiedzieli jak sobie z tym radzić. Zastanawia was receptura?
Na zdjęciu powyżej, niepisany lider całego zespołu, Brian Littrell, skutecznie pozbawiony już odzieży wierzchniej. Choć to wszystko na górze stale zalatuje czymś na granicy tandety z tolerancją, słabego gustu pomieszanego z kiczem, albo po prostu ogromnej ambicji na coś nowego, która przyniosła zupełnie inny skutek - lubię to. Autentycznie oglądając ten teledysk robi mi się gorąco, a usta układają się w tekst piosenki na przemian z "o rany". Na moje szczęście, albo też największe nieszczęście mojego życia, wyżej wspominany wokalista jest zajęty przez żonę i dziecko oraz absolutnie nieosiągalny w mojej skali kilometrów. O wieku nie będziemy nic mówić, bo byłabym straszną hipokrytką i wykluczyłabym się pewnie w jakimkolwiek najbliższym tekściku.
Sama piosenka jest z gatunku budujących, pokazujących życie i człowieka od jak najlepszej strony. Jest pozytywna, rytmiczna, radosna. Powiewa w niej książkami motywacyjnymi i reklamami couchów z pewnych platform, ale jeśli tylko przestaniemy się czepiać jesteśmy w stanie czerpać z niej malutką przyjemność, może nawet na naszej twarzy pojawi się lekki uśmiech?
A oto przed wami mój ulubiony, najbardziej kiczowaty fragment
Uh, uh, uh, uh uuuu
Uh, uh, uh, uh uuuu
Just show'em what you're made of
Uh, uh, uh, uh uuuu
Uh, uh, uh, uh uuuu
Just show'em what you're made of
https://www.youtube.com/watch?v=4eh2cHEhI94
Rurki z kremem
Piosenka została wydana po - jeśli dobrze pamiętam - drugiej reaktywacji zespołu, który zawieszał działalność stosunkowo regularnie. Panowie, jak na popowe gwiazdy przystało, stale wahali się pomiędzy rozwijaniem zespołu, karierą solową, a odcięciem od całego świata biznesu na rzecz rodzinnego gniazda, a to sprawiało, że tabloidy miały o czym donosić reszcie świata. Rasowy układ prawda?
I chociaż donosy o ich kolejnych rozpadach, przetasowaniach w zespole czy też chwilowym zawieszeniu jakieś trasy, kuły ich wierne fanki prosto w rozdygotane serca, panowie Nick, Kevin, Brian, Howie i AJ doskonale wiedzieli jak sobie z tym radzić. Zastanawia was receptura?
Na zdjęciu powyżej, niepisany lider całego zespołu, Brian Littrell, skutecznie pozbawiony już odzieży wierzchniej. Choć to wszystko na górze stale zalatuje czymś na granicy tandety z tolerancją, słabego gustu pomieszanego z kiczem, albo po prostu ogromnej ambicji na coś nowego, która przyniosła zupełnie inny skutek - lubię to. Autentycznie oglądając ten teledysk robi mi się gorąco, a usta układają się w tekst piosenki na przemian z "o rany". Na moje szczęście, albo też największe nieszczęście mojego życia, wyżej wspominany wokalista jest zajęty przez żonę i dziecko oraz absolutnie nieosiągalny w mojej skali kilometrów. O wieku nie będziemy nic mówić, bo byłabym straszną hipokrytką i wykluczyłabym się pewnie w jakimkolwiek najbliższym tekściku.
Sama piosenka jest z gatunku budujących, pokazujących życie i człowieka od jak najlepszej strony. Jest pozytywna, rytmiczna, radosna. Powiewa w niej książkami motywacyjnymi i reklamami couchów z pewnych platform, ale jeśli tylko przestaniemy się czepiać jesteśmy w stanie czerpać z niej malutką przyjemność, może nawet na naszej twarzy pojawi się lekki uśmiech?
A oto przed wami mój ulubiony, najbardziej kiczowaty fragment
Uh, uh, uh, uh uuuu
Uh, uh, uh, uh uuuu
Just show'em what you're made of
Uh, uh, uh, uh uuuu
Uh, uh, uh, uh uuuu
Just show'em what you're made of
https://www.youtube.com/watch?v=4eh2cHEhI94
Rurki z kremem

Komentarze
Prześlij komentarz