Niepewnym krokiem ruszę, bo...

Niech pierwszy rzuci kamieniem ten, który nigdy nie podziwiał jakiejś gwiazdy. Mogła to być Wielka Niedźwiedzica, jakiś aktor, piosenkarz, zespół czy Mandaryna.
Umówmy się jednak, że każdy ma inny gust. Komuś będzie się podobała twórczość Tolkiena, innym Szymborskiej, ktoś będzie śledził BTS czy Justina Biebera (czy on nadal jest popularny, bo ostatnio nic o nim nie słyszę). Ten sąsiad spod 2, którego zazwyczaj mijasz w niedzielę może podziwiać twórczość Paula Gauguin'a a cichy dzieciak z twojej klasy, będzie zafascynowany komiksami Marvela. I to jest okey. A wiecie co nie jest okey? "365 dni".
Każdy ma jakieś osoby, które lubi za twórczość, za to jacy są, lub jacy wykreowali siebie przed publicznością. Niektórzy czekają jak zbite psy na jeden bilecik na koncert, a jak go nie kupią, będą skrzynkę odbiorczą (dajmy jako przykład Dawida Podsiadło) zasypywać wiadomościami, że będą kije w oko wkładać (tylko że przez samo "h"!) jak nie załatwi im dodatkowego biletu specjalnie dla nich.
I tutaj wkraczam ja, ubrana w bluzę i jeansy. Próbowałam napisać bardzo ładny wstęp, nie udało się, przyznaję się bez bicia. Chciałam tylko podkreślić na początku, że każdemu się podoba co innego i to jest spoko. W niektórych przypadkach nie, ale do tego przyjedziemy później.

Porozmawiajmy więc zatem o panu Dawidzie Podsiadło. Tutaj się zatrzymamy, bo mam taką ciekawostkę dla zagorzałych humanistów: jego nazwisko można odmieniać (czyli, brak nam: Podsiadły; gratulujemy: Podsiadle; jesteśmy z: Podsiadłą) jednak sam Dawid tego nie robi i chwała jemu za to, bo moja i tak już kulejąca polszczyzna umarłaby.
Nie będę Wam rzucać całym życiorysem Dawida, bo sama wiem tylko tyle, że ma urodziny w maju (nawet do końca nie wiem które). Nie mam pojęcia czy ma rodzeństwo, jak nazywają się jego rodzice i czy w dzieciństwie ssał prawego, czy lewego kciuka.
Do życia potrzebna mi tylko informacja, że lubi "call me by your name". Nic więcej.
Jednak w moim środowisku jestem uważana za fankę Dawida (jak nie nawet za psycho fankę), która nie może przestać paplać o nim. Zgodzę się, jednak, że dużo o nim mówię.
Jednak uważam, że jestem po prostu zakochana w jego muzyce, tekstach, kocham wszystkie akcje, które organizuje, kocham to, że próbuje uświadomić ludziom, niby rzeczy oczywiste (jak np. dbanie o naszą planetę), ale nadal stanowią wyraźny problem. Mogę powiedzieć, że mam namiętny romans z jego twórczością? Chyba mogę, więc to powiem.
Mam tylko namiętny romans z jego twórczością.
Od samego początku jego kariery, było o nim głośno. To znaczy, głośno się wydawało dla kilkunastoletniej dziewczynki, która słyszała kilka jego piosenek z laptopa mamy (One serio były puszczane głośno!). Pamiętam również jak w 2014 oglądałam jego teledysk do "No" dziwiąc się, dlaczego nawet ładna dziewczyna umawia się z gościem z garbem na nosie i brudzą razem biały t-shirt czereśniami. Jakbym ja ubrudziła tak moją koszulkę, bałabym się wrócić do domu. Do dzisiaj jednak ta piosenka kojarzy mi się z reklamą Play i mam czasem wrażenie, że zamiast normalnych słów refrenu zaraz Kurdej-Szatan zacznie śpiewać "Nielimitowane rozmowy, Sms-y i internet".

W 2018, gdy włączano pierwsze lepsze radio słychać było tylko przeplatające się między sobą "Małomiasteczkowy" oraz "Nie ma fal". Teraz nie rozumiem, dlaczego nie puszczano już wtedy takich hitów jak "Matylda" czy "Trofea". Podaję takie przykłady, bo wiem, że słuchamy radia dla rozrywki i nie każdy chciałby kierując autem w drodze do pracy rozklejać się nad "Dżinsem" lub "Lisem".
W maju hitem na karcie na czasie w Polsce były "Trofea". Nikt nie powinien się dziwić świetny teledysk, świetny tekst, świetne wykonanie. Wtedy również zaczęłam wgłębiać się bardziej w polską muzykę, a zaczęło się to właśnie od Dawida.

Mam wrażenie, że dopiero dwa lata temu opuściłam dobrze znajome mi miejsce i zaczęłam szukać prawdziwej siebie. Nie zrobiłam tego z dnia na dzień, był to jednak bardzo długi proces.
Teraz czuję, że znalazłam swój gatunek muzyczny, w którym czuję się najlepiej.
Mówię dziś o Dawidzie Podsiadło, bo od niego wszystko się zaczęło. Odnajduję teraz głębie nawet w takich na ogół niepozornych hitach jak "Nie ma fal".
Zaczęłam nawet już rozumieć, dlaczego nawet ładna dziewczyna umawiała się z gościem z garbem na nosie i dlaczego brudzili czereśniami biały t-shirt.
Ten sam teledysk, ten sam tekst.
Lecz inna ja.

Uważam, że polska muzyka jest tak cholernie niedoceniana. Nie rozumiem, dlaczego popularność zyskują jakieś rapy youtuberów, którzy robią kontent wyraźnie przeznaczony dla dzieci, a potem żerują na nich, wypuszczając wulgarną płytę.
Nie mam tutaj zamiaru nikogo obrażać. Każdy ma inny gust, jak ustaliliśmy to na początku. Ktoś inny może zadawać sobie teraz  to samo pytanie tylko podstawić Dawida Podsiadło.
Może ci wszyscy Kamerzyści, Markowie i wielu innych mają większy sens niż myślę.

A teraz powiem, co mi tak bardzo przeszkadza w Dawidzie. Bo jak każdy człowiek ma swoje wady.
Czekałam na sam koniec tego wpisu, by się z wami tym podzielić.
Jego twarz. A w szczególności jego brak wąsa. Czy nikt nie potrafi mu uświadomić, że bez niego wygląda jak jakieś jajko?
Wygląda tak źle.
Jakby chociaż miał nadal te swoje dłuższe kręcone włosy to bym może jakoś jeszcze ścierpiała jego widok, ale on nawet ich nie ma.
Możecie się śmiać, ale to nie on zepsuł Wam cały dzień i to nie Wy psuliście humor każdej napotkanej osobie.
Jechałam na jego koncert tylko dla nich. Nie ma wąsów –nie ma mnie na koncercie. I kto na tym gorzej wyszedł? No oczywiście, że ja.
 Nie było to tak, że po prostu wszystkie bilety na leśną muzykę wyprzedały się w 4 minuty i się nie załapałam.
To wszystko przez wąsy.





Komentarze