Stójmy...

Nikt nie woła! (Poza mną, bo powoli wracam na godzinę 17, więc może coś z tego wyniknie. A tam wyżej to "Stepy Akermańskie" Mickiewicza, warte przeczytania)

No właśnie, pora wyciągnąć kartę pod tytułem "Człowiek jest kimś, jeśli otaczają go ludzie". To straszna i bolesna prawda, zwłaszcza dla takiego introwertyka jak ja (przynajmniej kiedyś nim byłem), ale musimy się pogodzić z założeniem życia w społeczeństwie. Według filozofii polskiego romantyzmu- organizm składający się z jednostek, które muszą ze sobą współgrać. 

Co to oznacza dla nas? (pomijając współpracę Wokulskiego z Łęcką, bo to tak średnio im wyszło. Chociaż wszyscy wiemy jak to wyszło. A ona nie wiedziała, że Wokulski znał angielski...no tak wyszło) Jakkolwiek będziemy się odcinać od ludzi, to bez nich nie jesteśmy w stanie żyć. Bo mama była na tyle ekstrawertyczna, że dała nam życie. Bo jakaś kobieta w sklepie nie boi się sprzedawać nam chleba, a miły pan elektryk nie waha się przed zostawieniem nam prądu. To całkiem niezła współpraca. 

W codziennym życiu nie zdajemy sobie sprawy, jak bardzo jesteśmy zależni od krewnych Adama i Ewy (albo posążków z gliny, w które tchnięto duszę- w końcu może ktoś wierzy w mitologię grecką. Tak czy owak, potwór spaghetti kocha nas wszystkich). Nawet bez naszej woli. Co prawda, coraz bardziej zastępują nas roboty i skończymy jak w "Blade Runner", choć na chwilę obecną nasza współpraca stanowi odruch bezwarunkowy pokroju oddychania. Ale czy ludzie są dla nas oddechem?

Coraz mocniej kłębimy się w naszej głowie, zwiększając ciśnienie i mając nadzieję, że w końcu uleci ono w eter, jak najdalej od nas. Ale jak to najłatwiej zrobić? Po prostu porozmawiać. W końcu kto nas zrozumie tak dobrze jak drugi człowiek? My sami, ale wtedy kontemplacja zachowuje efekt zwrotny wprost do naszej głowy. 

A jak to ktoś kiedyś bardzo ładnie powiedział...

-Nie znamy się, ale możesz mi powiedzieć co chcesz. I tak za chwilę zniknę...

Komentarze

Prześlij komentarz