Zmarli nie powinni mówić!
Bardziej kontrowersyjnego tytułu nie byłem w stanie już ogarnąć (na ten moment, nie myślcie inaczej), jednak jest to cytat z jednego z najlepszych seriali, jakie dane mi było oglądać. A że już niedługo zobaczymy drugi sezon (w końcu, chyba dłużej czekałem tylko na album Tool'a), to wypada wspomnieć to i owo.
Nie jestem w stanie wypowiadać się o tym serialu inaczej niż w superlatywach (a Netflix mi nie płaci...ja im też, więc w sumie jest dość szczerze). Jest to jedna z najbardziej kasowych produkcji marki na literę N, ale raczej tego serwisu nie muszę przedstawiać.
Więc za co muszę cenić ten serial? (Muszę, bo inaczej nie byłbym uczciwy względem samego siebie). Zacznę od początku.
Klimat, czyli coś, co zadziwiło mnie bardziej niż kiedykolwiek mógłbym przypuszczać.
Świat pełen podziałów, o dziwo występujących w codziennym świecie, pseudo "utopia" oraz odrobina wątków kryminalnych, a to wszystko zamknięte w otoczce rodem z cyberpunkowych opowieści. I wyznaję szczerze, nie lubię tej otoczki, ale tutaj zdaje się czynić cuda, jakich dokonać mógłby tylko...(sami sobie dodajcie, bo znowu wyjdę na prześmiewcę wiary)
Otoczka wizualna, czyli raj jakich mało.
Mamy tutaj wręcz idealną grę światłocieni, masę efektów specjalnych i architekturę, która przenosi nasze myśli na o wiele wyższy poziom. Tutaj wszystko gra, jakkolwiek chciałbym mówić inaczej, to po prostu się nie da. Nowoczesność połączona z klasycznymi ujęciami kamery i nowatorskim sposobem opowiadania historii. (jako sceptyk, chciałbym odszukać chociaż jedną wadę.
Muzyka, czyli moja ulubiona część...po prostu.
Genialne zagrywki instrumentalne z nowoczesnym brzmieniem. Ale jednak bardzo stonowane względem fabuły. Nie doświadczymy tu rapu ani hip-hopu, w zamian dostaniemy sensualną podróż po umysłach wyjątkowych postaci. No i te końcówki rodem ze starych, kameralnych koncertów, które dawano w latach 80. (orgazm dla uszu)
Postacie, czyli mieszanka pełna charakterów.
Ilość głównych bohaterów zmienia się tak szybko, że nawet nie jestem w stanie ich poprawnie wymienić. Mimo to, oglądający nie gubi się w historii, a nawet zaczyna doszukiwać się wyjaśnień w bocznych wątkach. Miasto pełne nowoczesności (na ten zły sposób), a w centralnym punkcie facet sprzed ćwierćwiecza, ubrany jak na jego czasy przystało. Ortega to wcielenie kobiecości połączonej z gniewem, co pozwala nam się bardzo z nią utożsamić. Muzułmanin, który ginie dość szybko, ale pozostaje w naszej pamięci. I hotel, czyli oczko puszczone dla miłośników noire, czyli po prostu świetne pomieszanie czasów.
No i na samym końcu coś ode mnie.
Ten serial co jeden wielki majstersztyk, który aż prosi się o wyniesienie go pod niebiosa. Cudowny scenariusz z mroczną zagadką, świetni aktorzy i muzyka, która to wszystko uzupełnia. Do tego kilka dobrych żartów i mnóstwo puszczonych oczek do znawców kinematografii. Czego chcieć więcej?
Czas na mnie!
(P.S. Teksty weekendowe będą o 17. I wjechał jeden kawałek na SC. Ale uprzedzam, potrzeba wam słuchawek, żeby móc go posłuchać. Bez nich jest beznadziejny, z nimi...mniej tragiczny)
(No i wracam do BoJacka, więc będzie to dość spory materiał)
Nie jestem w stanie wypowiadać się o tym serialu inaczej niż w superlatywach (a Netflix mi nie płaci...ja im też, więc w sumie jest dość szczerze). Jest to jedna z najbardziej kasowych produkcji marki na literę N, ale raczej tego serwisu nie muszę przedstawiać.
Więc za co muszę cenić ten serial? (Muszę, bo inaczej nie byłbym uczciwy względem samego siebie). Zacznę od początku.
Klimat, czyli coś, co zadziwiło mnie bardziej niż kiedykolwiek mógłbym przypuszczać.
Świat pełen podziałów, o dziwo występujących w codziennym świecie, pseudo "utopia" oraz odrobina wątków kryminalnych, a to wszystko zamknięte w otoczce rodem z cyberpunkowych opowieści. I wyznaję szczerze, nie lubię tej otoczki, ale tutaj zdaje się czynić cuda, jakich dokonać mógłby tylko...(sami sobie dodajcie, bo znowu wyjdę na prześmiewcę wiary)
Otoczka wizualna, czyli raj jakich mało.
Mamy tutaj wręcz idealną grę światłocieni, masę efektów specjalnych i architekturę, która przenosi nasze myśli na o wiele wyższy poziom. Tutaj wszystko gra, jakkolwiek chciałbym mówić inaczej, to po prostu się nie da. Nowoczesność połączona z klasycznymi ujęciami kamery i nowatorskim sposobem opowiadania historii. (jako sceptyk, chciałbym odszukać chociaż jedną wadę.
Muzyka, czyli moja ulubiona część...po prostu.
Genialne zagrywki instrumentalne z nowoczesnym brzmieniem. Ale jednak bardzo stonowane względem fabuły. Nie doświadczymy tu rapu ani hip-hopu, w zamian dostaniemy sensualną podróż po umysłach wyjątkowych postaci. No i te końcówki rodem ze starych, kameralnych koncertów, które dawano w latach 80. (orgazm dla uszu)
Postacie, czyli mieszanka pełna charakterów.
Ilość głównych bohaterów zmienia się tak szybko, że nawet nie jestem w stanie ich poprawnie wymienić. Mimo to, oglądający nie gubi się w historii, a nawet zaczyna doszukiwać się wyjaśnień w bocznych wątkach. Miasto pełne nowoczesności (na ten zły sposób), a w centralnym punkcie facet sprzed ćwierćwiecza, ubrany jak na jego czasy przystało. Ortega to wcielenie kobiecości połączonej z gniewem, co pozwala nam się bardzo z nią utożsamić. Muzułmanin, który ginie dość szybko, ale pozostaje w naszej pamięci. I hotel, czyli oczko puszczone dla miłośników noire, czyli po prostu świetne pomieszanie czasów.
No i na samym końcu coś ode mnie.
Ten serial co jeden wielki majstersztyk, który aż prosi się o wyniesienie go pod niebiosa. Cudowny scenariusz z mroczną zagadką, świetni aktorzy i muzyka, która to wszystko uzupełnia. Do tego kilka dobrych żartów i mnóstwo puszczonych oczek do znawców kinematografii. Czego chcieć więcej?
Czas na mnie!
(P.S. Teksty weekendowe będą o 17. I wjechał jeden kawałek na SC. Ale uprzedzam, potrzeba wam słuchawek, żeby móc go posłuchać. Bez nich jest beznadziejny, z nimi...mniej tragiczny)
(No i wracam do BoJacka, więc będzie to dość spory materiał)


Komentarze
Prześlij komentarz