Nowy wymiar samotności

Nie rozumiem tej nagonki, że niektóre nasze myśli i zachowania są spowodowane nadmiarem wolnego czasu. To takie okropne, najgorsze z możliwych tłumaczenie tego, dlaczego czujesz się źle. I to czujesz się źle sam ze sobą. Jest taki czas, że wszyscy mamy siedzieć w domach, ograniczyć do minimum wszelkie innego rodzaju aktywności i to jest zrozumiałe, ale dlaczego w takiej chwili zaczynamy dławiący w gardle strach albo poczucie beznadziei tłumaczyć tym, że nie możemy iść do pracy albo szkoły? Powinniśmy czuć się dobrze sami ze sobą, ale... No właśnie, ale.

Oglądam pewien serial, w obecnym odcinku fabuła zaczęła się od samotności i kiedy tylko to usłyszałam coś we mnie drgnęło, w środku. Jakaś słaba struna? Nie wiem, sztampowe porównanie. To po prostu skrajnie tragiczne, nagle uświadomić sobie jak bardzo jesteś samotny. Znowu.

To banalny początek - wyjść od tego, że człowiek jest istotną społeczną i czynnikiem warunkującym prawidłowe funkcjonowanie są inni ludzie. Nie tak niezbędni jak woda, tlen, samoświadomość... do czasu. Bo większość z nas, chcąc nie chcąc doświadcza takiego momentu, w którym wymieniłaby te wszystkie składniki na kogoś bliskiego. Nie mówię tutaj o tym rodzaju romantycznej miłości, o zakorzenionej potrzebie do odczuwania odpowiedzialności za kogoś, szukania w sobie pokładów czułości, karmienia motyli w brzuchu dobrymi uczuciami, nie. Wystarczy przyjaźń, a raczej chodzi mi o aż przyjaźń. Kogoś kto będzie obok, nawet jeśli nie fizycznie to w telefonie, bo przecież czasami to wystarcza.

Znam schemat. Zwykle kiedy zaczynamy tak myśleć - że czuje się samotna, że kogoś mi brakuje, że tęsknie za jakimś uczuciem, że mam ochotę z kimś porozmawiać, bo czuje w sobie taki okropny, przytłaczający smutek, ale nawet nie wiem jak go wytłumaczyć - w następnej chwili czujemy się podle. Jakby to była nasza wina, jakbyśmy to my byli niewdzięczni. Przecież mamy internet! Mamy czaty, komunikatory, chodzimy do szkoły, pracy albo na uczelnie, ludzie są na wyciągnięcie ręki, wystarczy chcieć. Gówno prawda. Większość z nas chce, ale... czego? Kogo? To są cholernie trudne pytania.

Sama chciałabym mieć przyjaciela, który czytałby mi w myślach. Kogoś z kim mogłabym pogadać o swoich pasjach, ale kto opowiedziałby mi też o swoich. Wiecie... tu nie chodzi o określony typ człowieka, a o sposób prowadzenia rozmowy. Dwa razy w życiu spotkałam kogoś spoza najbliżej rodziny z kim mogłabym rozmawiać o wszystkim, godzinami i ciągle byłaby to szczera, swobodna rozmowa, przy której oboje dobrze się bawiliśmy. Pierwszą z tych osób była dziewczyna, która urzekła mnie swoim opowiadaniem. Zostałam jej fanką, potem ona moją... To była moja pierwsza internetowa znajomość, pierwsza przyjaźń, pierwsza prawdziwa przyjaciółka. Drugą był On. Teoretycznie mogłabym napisać "jest On", ale po tym co się między nami działo jest między nami blokada, która sprawia, że każdy z nas odbiera pewne słowa inaczej... To boli, prowadzi do nieporozumień, głupot, nawet sprzeczek - jest dowodem, że pomiędzy nami nie będzie już tak jak wcześniej i nie mówię tu o związku, tylko o tym co stworzyliśmy "przed".

Robi mi się smutno kiedy czytam powyższy akapit. Ta relacja jest taka głupia, skomplikowana i tak bardzo mi na niej zależy, że pewnie zaraz ją spieprzę. On i ja, ja i On... to jest materiał na film, wiecie? Całkiem serio, wyszłaby z tego fabuła, po której ludzie wychodziliby z kina płacząc, oglądaliby seans z uśmiechami na twarzach i wracali do niego myślami układając sobie w głowie, że tak wygląda idealna opowieść. A to wszystko dlatego, że każdy film ma zakończenie i pewnie byłoby ono piękniejsze od rzeczywistości, z którą żadne z nas nie umie sobie poradzić.

Ale wystarczy, chciałam jeszcze napisać o trzech niesamowitych dziewczynach, które ostatnio pojawiły się w moim życiu. Jedna z nich to prawie najsłodsza istota na ziemi, artystycznie zakręcona, żyjąca muzyką, nieznośna wariatka, bez której nie wyobrażam sobie funkcjonowania. Uwielbiam ją i to jak czasem potrafimy się porozumieć. Druga jest prześliczną, uroczą sportsmenką, która poszerza moje horyzonty, sprowadza mnie na ziemię, a czasem milczy kiedy widzi, że tego potrzebuję. Jest wspaniała. Trzecia... absolutnie wyjątkowa. Jest charyzmatyczną, piękną dziewczyną, która w sekundę poprawia mój humor. Uwielbiam ją z całego serca, sposób w jaki słucha muzyki, opowiada o swoich myślach, to jak czasami otwiera się przede mną. Chciałabym być tak odważna i niesamowita jak ona. I ten akapit jest dla nich, dla moich trzech wspaniałych dziewczyn, które przepraszam z całego serca za to, że mimo ich obecności czuję się samotna, niezrozumiana, brzydka, beznadziejna, pusta... Są wspaniałe i choć tego nie pokazuje, dają mi wiele radości i wsparcia. Dlatego przepraszam, bo nie potrafię otworzyć się tak jak wy, opowiadać, dzielić się tym co mam w środku. Słucham was i chciałabym, ale zwykle czuje się do tego stopnia zepsuta, że boję się tego. Straciłam już na chwilę osoby, które kocham z całego serca, nie chciałabym stracić i was.

Oto moi drodzy, mój nowy wymiar samotności.

Rurki z kremem

Komentarze