PETER KAVINSKI

"Może kiedyś się spotkamy, a Ty nie będziesz wiedział co wtedy czułam, ale pewnego razu, moje serce było Twoje" czyli o tym, z kim (nie) powinno oglądać się komedii romantycznych na Netflixie i to całkiem na serio. Nie jestem pewna czy wspominałam już tutaj o potrzebie tandety jaka we mnie siedzi, ale mam taką i raz na jakiś czas - choć przyznajmy, dzieje się to częściej niż wszyscy myślą - muszę ją nakarmić. A co nadaje się do tego idealnie jeśli nie brokatem obsypane filmy w różowych okładkach?

Niektórzy może wiedzą, a inni nie - Peter Kavinski, czyli tytuł dzisiejszego wpisu to główna twarz filmu "Do wszystkich chłopców, których kochałam". Filmu, który poznałam dwa dni temu i który nie może ze mnie wyjść od tego czasu. Otóż oglądałam go dużo dłużej niż trwa rzeczywiście, a to wszystko przez pauzy, które musiałam robić żeby przypadkiem nie pominąć jakiejś kwestii. Bo widzicie, kiedy ogląda się ze mnę film romantyczny trzeba być przygotowanym na mój płacz, śmiech, ciche krzyki zachwytu, wzdychanie, klaskanie jak te wszystkie małe foki z uwielbianych gifów i całą masę innych zachować, gestów, dźwięków. Jestem prawdopodobnie przyszłym obiektem badań naukowych, ale o tym może innym razem.
"Do wszystkich chłopców, których kochałam" skradło moje serce. To słodka, urocza produkcja, do granic możliwości przewidywalna ale to nic złego w tym wypadku. Ten film ogląda się z szerokim uśmiechem, rosnącym i stale kurczącym się sercem z emocji - musicie wiedzieć, że przez 80% filmu moje należało do dwóch panów.
Jedyne co mam do zarzucenia to Noah Centineo, który jest właściwie okładkową postacią tego filmu, a którego nie uważam za oszałamiająco przystojnego. Przede wszystkim mam w sobie odruch, który nie za bardzo pozwala mi nazwać go dobrym aktorem, bo on w ogóle nie gra. Wchodzi na plan, mówi kwestię, ale pozostaje przy tym sobą. Nie widzimy na ekranie kreacji aktorskiej, wyszlifowanego profilu bohatera, tylko po prostu Noah, który na najbliższe półtorej godziny postanowił zmienić dla nas imię. To ma swoje plusy i wady, naturalnie, ale to co chciałam powiedzieć - sceny pocałunków w jakich bierze udział ten pan są odpychające jeśli tylko wyciąć je z kontekstu. Dawno nie oglądałam takiego bólu na twarzy, który ktoś miałby wypisany przy, w zamyśle, uroczej scenie. Ale jeśli tylko pozostawić kontekst oraz wyłączyć wymagania wyższe niż odprężenie Centineo spełnia wszystkie warunki i sprawia przy okazji, że film oglądam rozanielona.

W przeciągu kilku dni oglądnęłam też kilka innych filmów dla nastolatek z tej platformy, o tytułach mniej i bardziej udanych, ale o tym może innym razem. Jeśli ktoś oglądał i ma ochotę poczytać tekst w stylu mniej więcej jak ten tutaj to możecie śmiało pisać - Sierra Burgers, Kissing Both, P.S.I still love you?

Rurki z kremem

Komentarze