poGADUjmy, poGADUjmy

Czuję się ostatnio tak beznadziejnie, tak bezsensownie. Nikogo to nie powinno dziwić, bo to u mnie normalka, ale jednak ta bezradność spowodowała, że od trzech tygodni cały mój cenny czas, który mogłam przeznaczyć na pisanie eseju z filozofii, przeznaczyłam na pisanie z nieznajomymi typkami na Gadu Gadu.

I tak przy kawce przez Internet (bo siedzimy na dupie moi drodzy, myjemy rączki i czytamy książki) żaliłam się mojej przyjaciółce, że po raz setny nie mam pomysłów na nowy tekst. Zaproponowała, że tyle czasu spędzam na Gadu Gadu, że powinnam napisać coś o tym. I tutaj dziękujemy Julce, bo ją kochamy. Kochu, kochu.

Nie chcę opisywać ile dostałam zdjęć przyrodzeń (bo to naprawdę nie jest miły widok) ani to ile dostałam zaproszeń do kontaktów od nieznajomych typków, którzy nie wysilili się, by nawet napisać głupie "hej" a następnie zaprosić do kontaktów. Nie wiem dlaczego, ale tak bardzo mnie to wkurwia. Jeszcze gdy ja osobiście, napiszę "nie, dzięki. Nie chcę cię mieć w kontaktach" to zostanę wyśmiana i powyzywana od drętwych, ale składają obietnice, że przestaną wysyłać.
Nadal wysyłają.

Miałam jednak trochę przygód, które nie ograniczały się do powysyłania zaproszeń do kontaktów. Opiszę dziś tylko sześć.
Po reszta to penisy i kontakty.

Pierwszy był, jeśli dobrze pamiętam Michał lub Łukasz. Był to 19-letni, nie w moim typie koleś, który był przyzwoity i można było przyjemnie porozmawiać o Dawidzie Podsiadło. Znajomość ta jednak trwała dwa dni. Po trzech dniach, gdy nic nie pisał postanowiłam, że ja zacznę rozmowę dziś pierwsza. Jakie było moje zdziwienie, że jeśli nie masz kogoś w tych nieszczęsnych kontaktach wasza rozmowa ginie wśród penisów i zaproszeń.

Drugi był Grześ. Był to 17-latek z Krakowa o zajebistych włosach na profilowym. Szkoda, że tylko na profilowym. Po 3 dniach postanowiłam, że nasza znajomość może iść o krok dalej i zaproszę go na fejsie. O takim samym imieniu i nazwisku było tylko dwóch chłopaków. Jeden nieziemsko przystojny, z Krakowa, wysoki. Drugi taki zwykły, nie dla mnie. Taki... Mocno przeciętny, by nikogo nie obrażać.
I sobie wyobraźcie, że Grzesiem okazał się ten szalenie przystojny Krakowiak...
Też nie uwierzyliście?
Po dwóch dniach po dodaniu się na Facebooku nasza znajomość się urwała.

Trzeci był Adam. Z nim wiadomo było, że nic nie będzie, bo był ewidentnie za stary. Może i jestem zdesperowana, ale nie do tego stopnia by umawiać się z 27-latkiem. Jeszcze mnie nie jebło. Maks 23-lata, a konkurs jeszcze się nie zakończył więc wiecie...
Ale pisał całkowicie normalnie, więc coś mu odpisyłam. Był c a ł k o w i c i e normalny. Naprawdę. Rozmawialiśmy i muzyce, książkach. Ale oczywiście musi być zawsze jakieś "ale".
Po 4 dniach naszej znajomości zostałam zwyzywana od szmat i suk dlatego, że nie chciałam wysłać mu zdjęcia mojego dekoltu.

Czwarty był Artur. Myślę, że jakimś magicznym sposobem przyciągam wszystkich 27-latków z całej Polski, bo zazwyczaj to oni do mnie piszą. Ale stwierdziłam, że czemu nie.
Był przyzwoity - odziwo. I nasza znajomość zakończyła się bez wszelkich uszczypliwości. Po prostu przestałam odpisywać. Był bardzo miły i komplementował mnie w bardzo dyskretny, ale uprzejmy sposób. Przestał mi się jednak podobać, gdy napisał, że jak będzie w Krakowie to zaprosi mnie na kawę, ale bym pod żadnym pozorem nie ubierała dekoltów, spódniczek i sukienek, bo by się nie mógł mnie oprzeć i nie wiadomo jakby się to skończyło.
Więc dziękuję, wypierdalać.

Piąty był Tomasz.
Tomek? A jak to masz, to czego nie masz?
Tak wyglądała nasza rozmowa. Była to jedna z najprzyjemniejszych i najdłuższa znajomość na całym tym zasranym Gadu Gadu. Trwała prawie 2 tygodnie.
Miał 23 lata, był po humanie, startował na policjanta. Na profilowym wyglądał jak jakiś wilkołak i wampir ze Zmierzchu w jednym. Pisałam mu, że jakbym go spotkała to od razu bym go wytarmosiła za kudły. Jego włosy były jak błogosławieństwo od Boga, który powiedział "Każda kobieta będzie przez nie twoja". Chyba jednak nie spodziewał się, że i ten Tomasz będzie niewierny. Miał ciało młodego boga. Czytał Szekspira i chciał mi napisać esej na filozofię.
Przepraszam bardzo, ale jakby jakiś przystojny wampir chciał napisać wam gówno, z którym nie potraficie sobie poradzić przez kilka miesięcy też byście go wielbili.
Zaczynał mi się podobać. Piękny, mądry, idealny. No co mogło pójść nie tak?
Chodź się ruchać.
I tutaj panu Tomaszowi podziękujemy.

Ostatni był Krzysiek. Myślałam, że okaże się kolejnym chłopakiem, który albo wyśle mi po kilku wiadomościach swoje przyrodzenie, albo zaprosi do kontaktu.
Tutaj to ja go zaprosiłam.
Zapominamy o pięknym Tomaszu i przechodzimy do najpiękniejszego na świecie młodego boga, który mógłby być dzieciakiem nordyckiej Freji i Afrodyty.
Jego oczy były tak przenikliwe, że tylko spojrzało się na zdjęcie a nogi się uginały. Usta takie pełne, takie słodkie. To jeden z tych chłopaków, których zdjęcia wykorzystują dziewczyny na wattpadzie, gdy nie chce im się opisywać głównego bohatera.
Jaka ja byłam głupia, że na początku go zlewałam. Przepraszam, panie Boziu, ale tekst, że woli dziewczyny o kobiecych kształtach od wieszaków wskazywał, że po prostu jestem gruba. Więc się obraziłam... Ale na moje usprawiedliwienie powiem, że to było przed zdjęciem.
Co? Ja nie patrzę powierzchnie na mężczyzn. Ale jakoś tak mnie w sobie zauroczył.
No to próbowałam i zaczynałam rozmowę. Ale jakoś później ciężko szło... I chyba zaczął mnie ignorować.
Nadal jest mi przykro.
Był z Krakowa, miał 17 lat, był na biol-chemie. Facet idealny. Jakby gdzieś mnie zaprosił na jakąś kawę czy coś to ja już bym leciała moją limuzyną z eskortą. Bezpieczeństwo moi drodzy przede wszystkim.
Krzyśków na Gadu Gadu spotkałam naprawdę wielu. Jedni byli mniej lub bardziej dyskretni co ode mnie chcą.
Jednak ten upewnił mnie w przekonaniu, że każdy Krzysztof jest po prostu... By tak delikatnie powiedzieć...
Głupi.

Komentarze