Sama potrafię...
Nie widzę powodu, by na mnie krzyczeć, by się na mnie gniewać czy mnie gnębić. Sama robię to doskonałe za innych. A nawet dwa razy bardziej, tak na wszelki wypadek.
Sama potrafię na siebie nakrzyczeć za błahostki. Że nie potrafię ruszyć dupy i zrobić coś pożytecznego. Że nie potrafię ogarnąć pokoju, że źle położyłam talerz, że nie powycierałam po obiedzie, że jestem leniem, że nic nie robię ze swoim życiem, tylko się użalam nad sobą, że nie potrafię dokończyć tego jebanego eseju na filozofię, że wszystko odkładam na później, że nie mam dobrych ocen w szkole, że nie potrafię zadbać idealnie o wszystkie moje koty, że nie spędzam czasu z rodziną, że siedzę sama w tym pokoju i nic nie robię, tylko gapię się w ten telefon, że nie potrafię o nic zadbać.
Sama potrafię odczuwać żal do samej siebie, że znowu się ze wszystkimi pokłóciłam, że nie potrafię wstać z łóżka, że nie rozmawiam z nikim, że nie potrafię rozmawiać, że siedzę w domu sama, że nawet nie potrafię usiąść w piątek do lekcji i zrobić wszystko, by potem mieć wolne, albo chociaż zacząć coś.
Sama doskonale potrafię siebie gnębić za to wszystko. Że potrafię tylko spać, że patrzę tylko tępo w sufit, że potrafię zniszczyć nawet najprzyjemniejszą rozmowę, że potrafię zniszczyć każdą znajomość, na której mi zależy, że potrafię tylko wszytkich ranić.
Sama potrafię tylko kiwać głową, gdy mówisz, że na niczym mi nie zależy, że jestem egoistką, że świat nie kręci się tylko wokół mnie, że lepiej bym wróciła do tego Krakowa, żebym w końcu coś do cholery powiedziała.
Ale co ja mam mówić? Doskonale o tym wiem. Wiem, że jestem egoistką, że na niczym mi nie zależy, że świat nie kręci się tylko wokół mnie, że lepiej bym wróciła do tego Krakowa, że powinnam coś powiedzieć.
Naprawdę bym wtedy chciała coś powiedzieć, ale czuję wtedy jak czyjeś ręce uciskają mi szyję. To tak boli, że łzy napływają mi do oczu, sprawiając, że widzę, już jak mdleję.
Przełykam wtedy ślinę i ręce puszczają, ale w tym momencie ty wychodzisz.
To chociaż tu to powiem...
Przepraszam.
Sama potrafię na siebie nakrzyczeć za błahostki. Że nie potrafię ruszyć dupy i zrobić coś pożytecznego. Że nie potrafię ogarnąć pokoju, że źle położyłam talerz, że nie powycierałam po obiedzie, że jestem leniem, że nic nie robię ze swoim życiem, tylko się użalam nad sobą, że nie potrafię dokończyć tego jebanego eseju na filozofię, że wszystko odkładam na później, że nie mam dobrych ocen w szkole, że nie potrafię zadbać idealnie o wszystkie moje koty, że nie spędzam czasu z rodziną, że siedzę sama w tym pokoju i nic nie robię, tylko gapię się w ten telefon, że nie potrafię o nic zadbać.
Sama potrafię odczuwać żal do samej siebie, że znowu się ze wszystkimi pokłóciłam, że nie potrafię wstać z łóżka, że nie rozmawiam z nikim, że nie potrafię rozmawiać, że siedzę w domu sama, że nawet nie potrafię usiąść w piątek do lekcji i zrobić wszystko, by potem mieć wolne, albo chociaż zacząć coś.
Sama doskonale potrafię siebie gnębić za to wszystko. Że potrafię tylko spać, że patrzę tylko tępo w sufit, że potrafię zniszczyć nawet najprzyjemniejszą rozmowę, że potrafię zniszczyć każdą znajomość, na której mi zależy, że potrafię tylko wszytkich ranić.
Sama potrafię tylko kiwać głową, gdy mówisz, że na niczym mi nie zależy, że jestem egoistką, że świat nie kręci się tylko wokół mnie, że lepiej bym wróciła do tego Krakowa, żebym w końcu coś do cholery powiedziała.
Ale co ja mam mówić? Doskonale o tym wiem. Wiem, że jestem egoistką, że na niczym mi nie zależy, że świat nie kręci się tylko wokół mnie, że lepiej bym wróciła do tego Krakowa, że powinnam coś powiedzieć.
Naprawdę bym wtedy chciała coś powiedzieć, ale czuję wtedy jak czyjeś ręce uciskają mi szyję. To tak boli, że łzy napływają mi do oczu, sprawiając, że widzę, już jak mdleję.
Przełykam wtedy ślinę i ręce puszczają, ale w tym momencie ty wychodzisz.
To chociaż tu to powiem...
Przepraszam.
Komentarze
Prześlij komentarz