Ślady przeszłości
Dzisiaj będzie trochę inaczej niż zwykle, bo mam straszny żal do siebie samej za coś, co zrobiłam ponad dwa lata temu. Dzisiaj na przykład cholernie nie mogę sobie tego wybaczyć.
Ten blog nie jest pierwszą formą mojego pisania w internecie. Przechodziłam pseudo książki na Wattpadzie, ale najdłużej i najbardziej byłam związana z jedną platformą, na której pisałam opowiadania. No, właściwie to fanfiction. Było ich mnóstwo, pisałam tam prawie trzy lata jeśli się nie mylę. Miałam mnóstwo fanów, czytało mnie dużo więcej ludzi niż mamy tutaj na chwilę obecną i cieszyło mnie to, dawało mi szczerą radość, że ktoś czeka na kolejny rozdział, następną część, kontynuację...
Napisałam tam na przykład "How to train your heart" czyli dziewięć części fanfiction na podstawie bajki "Jak wytresować smoka". Było też "Broken heart", krótka opowieść o upadłych aniołach, albo "Hey Hawkins!" z głównym bohaterem "Planety skarbów". Jedno rozdziałowe opowiadania w korytarzach Hogwartu, love story z Draco Malfoyem, trylogia o Peterze Parkerze i całe mnóstwo innych. Niektóre z nich były słabe i niedoskonałe, źle rozwinięte, z błędami rzeczowymi... To tam uczyłam się jak pisać, żeby łapać ludzi za serce. Jak wywoływać łzy, uśmiech, które żarty i formy się sprawdzają, co naprawdę podoba się czytelnikom.
Tylko, że miałam jakiś gorszy czas i kliknęłam "usuń konto", wcześniej błędnie czytając warunki. Zrozumiałam, że konto zniknie, ale wszystkie prace zostaną tylko bez autora... Niestety, jak na pseudo pisarkę i zagorzałą czytelniczkę, nie zrozumiałam i wszystkie opowiadania po prostu zniknęły. To było dawno, nie mogę ich już odzyskać, a nawet jeśli to wykracza to ponad wszelkie moje możliwości. I w dzień taki jak dziś jest mi strasznie przykro, bo chciałabym do tego wrócić. Przeczytać moją własną historię Czkawki, pośmiać się z błędów w pierwszym, autorskim opowiadaniu, zobaczyć jak wtedy pisałam o uczuciach. Gdyby to było możliwe pewnie podrzuciłabym wam link do profilu, żebyście sami przekonali się o tych wszystkich historyjkach, ale spieprzyłam.
Tyle się mówi o niewyrzucaniu swoich prac, chowaniu ich poza zasięgiem, wszyscy tłuką, że potem jest to zbiór niesamowitych wspomnień, a i tak robimy takie głupie błędy jak ten. Nigdy sobie tego nie wybaczę, bo usuwając wtedy tamto konto nie tylko zostawiłam kilka tysięcy ludzi, którzy czekali na kolejne opowieści z mojej głowy, ale zostawiłam też siebie.
Dzisiaj wiem, że robiłam to zbyt wiele razy i jest mi przykro, najzwyczajniej w świecie.
Rurki z kremem (kiedyś zaczynałam się na "cz")
Ten blog nie jest pierwszą formą mojego pisania w internecie. Przechodziłam pseudo książki na Wattpadzie, ale najdłużej i najbardziej byłam związana z jedną platformą, na której pisałam opowiadania. No, właściwie to fanfiction. Było ich mnóstwo, pisałam tam prawie trzy lata jeśli się nie mylę. Miałam mnóstwo fanów, czytało mnie dużo więcej ludzi niż mamy tutaj na chwilę obecną i cieszyło mnie to, dawało mi szczerą radość, że ktoś czeka na kolejny rozdział, następną część, kontynuację...
Napisałam tam na przykład "How to train your heart" czyli dziewięć części fanfiction na podstawie bajki "Jak wytresować smoka". Było też "Broken heart", krótka opowieść o upadłych aniołach, albo "Hey Hawkins!" z głównym bohaterem "Planety skarbów". Jedno rozdziałowe opowiadania w korytarzach Hogwartu, love story z Draco Malfoyem, trylogia o Peterze Parkerze i całe mnóstwo innych. Niektóre z nich były słabe i niedoskonałe, źle rozwinięte, z błędami rzeczowymi... To tam uczyłam się jak pisać, żeby łapać ludzi za serce. Jak wywoływać łzy, uśmiech, które żarty i formy się sprawdzają, co naprawdę podoba się czytelnikom.
Tylko, że miałam jakiś gorszy czas i kliknęłam "usuń konto", wcześniej błędnie czytając warunki. Zrozumiałam, że konto zniknie, ale wszystkie prace zostaną tylko bez autora... Niestety, jak na pseudo pisarkę i zagorzałą czytelniczkę, nie zrozumiałam i wszystkie opowiadania po prostu zniknęły. To było dawno, nie mogę ich już odzyskać, a nawet jeśli to wykracza to ponad wszelkie moje możliwości. I w dzień taki jak dziś jest mi strasznie przykro, bo chciałabym do tego wrócić. Przeczytać moją własną historię Czkawki, pośmiać się z błędów w pierwszym, autorskim opowiadaniu, zobaczyć jak wtedy pisałam o uczuciach. Gdyby to było możliwe pewnie podrzuciłabym wam link do profilu, żebyście sami przekonali się o tych wszystkich historyjkach, ale spieprzyłam.
Tyle się mówi o niewyrzucaniu swoich prac, chowaniu ich poza zasięgiem, wszyscy tłuką, że potem jest to zbiór niesamowitych wspomnień, a i tak robimy takie głupie błędy jak ten. Nigdy sobie tego nie wybaczę, bo usuwając wtedy tamto konto nie tylko zostawiłam kilka tysięcy ludzi, którzy czekali na kolejne opowieści z mojej głowy, ale zostawiłam też siebie.
Dzisiaj wiem, że robiłam to zbyt wiele razy i jest mi przykro, najzwyczajniej w świecie.
Rurki z kremem (kiedyś zaczynałam się na "cz")
Komentarze
Prześlij komentarz