Pamela, Dawid i krem na spalanie tłuszczu
Ja mam świetny kontakt ze wszystkimi Chodakowskimi, Lewandowskimi, Pamelami, Srotami, Magdalenami. Naprawdę. Czasem włączam ich filmy i motywuje je: "Dajesz Pamela, jeszcze tylko 10 sekund!" albo "Wyżej nogi, Ewka! O właśnie tak, wyobraź sobie jaką będziesz miała zajebistą figurę na lato!"
Ale przychodzi też taki moment, gdzie role się odwracają i to ja zaczynam się użalać nad moją kondycją i flakami. I dziś właśnie mnie tak naszło.
Kilka dni temu już sobie zrobiłam całą playliste z ćwiczeniami. Tutaj 5 minutowa rozgrzewka, jakieś lekkie przyjemne ćwiczenia na pupę, brzuch i nogi po 10 minut... Jeszcze jakieś na ramiona! Byłam z siebie taka dumna. Tak,to ten moment, w którym wezmę się za siebie i w następnym roku to o mnie będą się bić na wf, gdy będziemy grać w siatkówkę.
Punkt ósma - wstaje pełna energii, otwieram okno i zaczynam. To znaczy... tak to miało wyglądać. Fakt, wybiła punkt ósma i już wstawałam, gdy doszło do mnie jak jest zimno. By nie wychodzić z łóżka, gdzie było tak ciepło i milusio, napisałam do mamy na messengerze, że mi zimno. Obiecałam sobie, że jak tylko napali się w piecu to wstaję i zaczynam dzień.
I tak mijało. 8.30, potem 9.00 potem 9.20. Mówię sobie, że tak to nie będzie. Nie poddam się tak łatwo. Wstaję i idę ubrać się w mój idealny strój do ćwiczeń. Moro spodenki, jakaś bluzka na ramiączkach z dziwną firanką, a na nogach kapcie. Przewinęła mi się myśl, że może umyłabym buty, by było choć odrobinę profesjonalnie.
Nie umyłam, ale użyłam jakiegoś kremu pomagającego w spalaniu tłuszczu, który i tak podobno gówno daje.
Wchodzę do pokoju, odpalam laptopa i włączam moją rozgrzewkę. Oczywiście pięć razy przy tym zaciełam komputer, ale udało się. Po 30 sekundach stwierdziłam, że nie mam zamiaru słuchać paplaniny jakiegoś obcego typa i włączyłam Dawida. Tak,by się zmotywować. Chciałam znaleść jakąś idealną piosenkę, ale po 6 przewinięciach trafił mi się jakiś smęt, więc musiałam go przeczekać.
9.40 - jestem gotowa. Spinam włosy i odpalam. Na początku całkiem nieźle mi szło. Jakieś pajacyki w miejscu, jakieś wymachy. I tak lecimy, pięć minut, dziesięć, piętnaście. Myślę sobie, że coś tutaj nie tak, przecież to miało trwać pięć minut. Ruszam myszką, by zobaczyć czy dobre ćwiczenia włączyłam. No oczywiście, że tak, po prostu ja dalej jestem w połowie (czyli około 3 minuty).
Ale to dopiero początek, nie poddajemy się. Włączam Pamel i jej ćwiczonka na super brzuch. I lecimy. Tutaj jakieś brzuszki, potem brzuszki, następnie brzuszki, jakieś wkręcanie żarówki. "Brzuch ściągnięty" - nie wiem, czy tylko ja jestem takim ułomem (?), ale nawet tego nie umiem. W drugiej minucie już dyszę, a Pamela na to: "Wiem, że tobie jest ciężko. Mi też jest, nie wiem czy dam radę, ale ty na pewno dasz, wierzę w ciebie!".
"Nie wiem, czy dam radę" powiedziała uśmiechnięta, w ogóle niezdyszana Pamela. W tym momencie nie wiedziałam czy śmiać się, czy płakać...
Potem czas na nogi. Tutaj znowu wjeżdża Pamela. Te ćwiczenia na pewno były bardziej ciekawe i nie takie monotonne. Tylko wróćmy myślami do rozgrzewki i do wymachiwania nogami...
"Prostujemy nogi... I wymachy". Nie umiałam wyprostować nóg... Więc po prostu sobie tańczyłam do piosenek, kiedy Pamela sobie wymachiwała tymi nogami.
Czas na leżonko, więc się położyłam i patrzyłam przez połowę czasu co robi nasza ukochana trenerka. Zrobiłam trochę po swojemu, by było... Bym potem nie miała wyrzutów sumienia. Potem Pamela sobie wstaje i kładzie się na drugie ramie. Trochę się obraziłam, więc po prostu odwróciłam się do niej dupą, myśląc, że to będzie to samo ćwiczenie, ale na drugą nogę - nie było.
I sobie macham tą nogą i nagle dociera do mnie ile ja mam kurzu pod łóżkiem. I jeszcze skarpetka, której szukałam dwa miesiące temu... Przynajmniej, będę wiedziała gdzie szukać wszystkich zaginionych rzeczy. Może w końcu znajdę moje chęci do życia i chłopaka?
Zadowolona wstaję i zastanawiam się co wybrać teraz. Może ćwiczenia na super pupę? Albo na ładne ramiona. Nie chciało mi się już tak bardzo ćwiczyć jak na początku, więc wybrałam ćwiczenia na ramiona. Tomek mówi, że mam zajebistą pupę, więc co zmieniać... Nieeee, chyba to Andrzej mówił, Tomek lubi moje cycki. Albo to był Radek?
Siadam sobie w końcu i wymachuje jak głupia rękami na wszystkie strony świata. "Jak robimy tak, to wdychamy powietrze, a jak tak, to wydychamy" - tutaj doszło do mnie, że nie umiem nawet oddychać.
Gdy trening był odhaczony poszłam wziąć prysznic, potem wybalsamowałam się tak, że moja skóra przez 10 sekund była jak pupcia niemowlęcia.
Byłam z siebie tak zadowolona, że zaczynam nowy okres w swoim życiu, że aż poszłam zjeść ciasto.
Ale przychodzi też taki moment, gdzie role się odwracają i to ja zaczynam się użalać nad moją kondycją i flakami. I dziś właśnie mnie tak naszło.
Kilka dni temu już sobie zrobiłam całą playliste z ćwiczeniami. Tutaj 5 minutowa rozgrzewka, jakieś lekkie przyjemne ćwiczenia na pupę, brzuch i nogi po 10 minut... Jeszcze jakieś na ramiona! Byłam z siebie taka dumna. Tak,to ten moment, w którym wezmę się za siebie i w następnym roku to o mnie będą się bić na wf, gdy będziemy grać w siatkówkę.
Punkt ósma - wstaje pełna energii, otwieram okno i zaczynam. To znaczy... tak to miało wyglądać. Fakt, wybiła punkt ósma i już wstawałam, gdy doszło do mnie jak jest zimno. By nie wychodzić z łóżka, gdzie było tak ciepło i milusio, napisałam do mamy na messengerze, że mi zimno. Obiecałam sobie, że jak tylko napali się w piecu to wstaję i zaczynam dzień.
I tak mijało. 8.30, potem 9.00 potem 9.20. Mówię sobie, że tak to nie będzie. Nie poddam się tak łatwo. Wstaję i idę ubrać się w mój idealny strój do ćwiczeń. Moro spodenki, jakaś bluzka na ramiączkach z dziwną firanką, a na nogach kapcie. Przewinęła mi się myśl, że może umyłabym buty, by było choć odrobinę profesjonalnie.
Nie umyłam, ale użyłam jakiegoś kremu pomagającego w spalaniu tłuszczu, który i tak podobno gówno daje.
Wchodzę do pokoju, odpalam laptopa i włączam moją rozgrzewkę. Oczywiście pięć razy przy tym zaciełam komputer, ale udało się. Po 30 sekundach stwierdziłam, że nie mam zamiaru słuchać paplaniny jakiegoś obcego typa i włączyłam Dawida. Tak,by się zmotywować. Chciałam znaleść jakąś idealną piosenkę, ale po 6 przewinięciach trafił mi się jakiś smęt, więc musiałam go przeczekać.
9.40 - jestem gotowa. Spinam włosy i odpalam. Na początku całkiem nieźle mi szło. Jakieś pajacyki w miejscu, jakieś wymachy. I tak lecimy, pięć minut, dziesięć, piętnaście. Myślę sobie, że coś tutaj nie tak, przecież to miało trwać pięć minut. Ruszam myszką, by zobaczyć czy dobre ćwiczenia włączyłam. No oczywiście, że tak, po prostu ja dalej jestem w połowie (czyli około 3 minuty).
Ale to dopiero początek, nie poddajemy się. Włączam Pamel i jej ćwiczonka na super brzuch. I lecimy. Tutaj jakieś brzuszki, potem brzuszki, następnie brzuszki, jakieś wkręcanie żarówki. "Brzuch ściągnięty" - nie wiem, czy tylko ja jestem takim ułomem (?), ale nawet tego nie umiem. W drugiej minucie już dyszę, a Pamela na to: "Wiem, że tobie jest ciężko. Mi też jest, nie wiem czy dam radę, ale ty na pewno dasz, wierzę w ciebie!".
"Nie wiem, czy dam radę" powiedziała uśmiechnięta, w ogóle niezdyszana Pamela. W tym momencie nie wiedziałam czy śmiać się, czy płakać...
Potem czas na nogi. Tutaj znowu wjeżdża Pamela. Te ćwiczenia na pewno były bardziej ciekawe i nie takie monotonne. Tylko wróćmy myślami do rozgrzewki i do wymachiwania nogami...
"Prostujemy nogi... I wymachy". Nie umiałam wyprostować nóg... Więc po prostu sobie tańczyłam do piosenek, kiedy Pamela sobie wymachiwała tymi nogami.
Czas na leżonko, więc się położyłam i patrzyłam przez połowę czasu co robi nasza ukochana trenerka. Zrobiłam trochę po swojemu, by było... Bym potem nie miała wyrzutów sumienia. Potem Pamela sobie wstaje i kładzie się na drugie ramie. Trochę się obraziłam, więc po prostu odwróciłam się do niej dupą, myśląc, że to będzie to samo ćwiczenie, ale na drugą nogę - nie było.
I sobie macham tą nogą i nagle dociera do mnie ile ja mam kurzu pod łóżkiem. I jeszcze skarpetka, której szukałam dwa miesiące temu... Przynajmniej, będę wiedziała gdzie szukać wszystkich zaginionych rzeczy. Może w końcu znajdę moje chęci do życia i chłopaka?
Zadowolona wstaję i zastanawiam się co wybrać teraz. Może ćwiczenia na super pupę? Albo na ładne ramiona. Nie chciało mi się już tak bardzo ćwiczyć jak na początku, więc wybrałam ćwiczenia na ramiona. Tomek mówi, że mam zajebistą pupę, więc co zmieniać... Nieeee, chyba to Andrzej mówił, Tomek lubi moje cycki. Albo to był Radek?
Siadam sobie w końcu i wymachuje jak głupia rękami na wszystkie strony świata. "Jak robimy tak, to wdychamy powietrze, a jak tak, to wydychamy" - tutaj doszło do mnie, że nie umiem nawet oddychać.
Gdy trening był odhaczony poszłam wziąć prysznic, potem wybalsamowałam się tak, że moja skóra przez 10 sekund była jak pupcia niemowlęcia.
Byłam z siebie tak zadowolona, że zaczynam nowy okres w swoim życiu, że aż poszłam zjeść ciasto.
Komentarze
Prześlij komentarz