Przyszło do reszty nam zwariować
Tu nawet nie chodzi o to, że mamy tyle czasu spędzonego w domu, że nawet nie wiemy co z nim zrobić na dobrą sprawę. Chodzi zwłaszcza o to, co dzieje się w naszej głowie w tym, jakże ciężkim czasie, kiedy to człowiekowi dano za dużo swobody.
Jakoś to wszystko dziwnie się układa- całkiem inaczej, niż możliwie każdy z nas mógł to sobie wyobrazić. W końcu tak bardzo dążymy do wolnej chwili, a kiedy mamy jej nadmiar, wtedy gubimy się sami w sobie. I żeby była jasność- mówię to do osób młodszych. Kwestia ludzi pracujących to zupełnie inny temat.
(Cały tekst opieram na sobie, także nie bierzcie tego aż nadto dosłownie i do siebie)
Mam po prostu niesmak, swoisty nadmiar względem jednego miejsca, w którym mogę przebywać. 24/7 w jednym miejscu od ponad trzech tygodni. Gdybym miał kafelki w pokoju, to już dawno znałbym każdy z nich na pamięć. (chociaż czuły by się bardziej docenione niż grzejniki w sierpniu). Jestem człowiekiem statycznym- mającym swoje plany, zamiary i takie tam. Ale zawsze lubię dodać do tego odrobinę koloru, nadającego swoisty dynamizm całej sytuacji.
Odcinam się od ludzi coraz bardziej i bardziej, dążąc do kompletnej izolacji. Nie wiem jak, nie wiem dlaczego, ale mnie to uspokaja. A jednak brak mi kogoś, z kim mogę porozmawiać twarzą w twarz. I chcę mówić i mówić, ale czuję się z tym niekomfortowo, ponieważ mimo iż to lubię, to cisza jest dla mnie jak brat- a chyba najpiękniej jest właśnie milczeć pośród tłumu, prawda?
Mam mnóstwo zajęć, począwszy od tych, które muszę robić- kończąc na tych, które mnie rozwijają i sprawiają przyjemność. I żadne z nich kurwa nie sprawia mi satysfakcji. Po prostu czuję, że stoję w miejscu. Sprzątanie, praca i ogólne ogarnianie to obowiązek. Ale mam jeszcze gitarę, bloga, muzykę, fotografię i całą masę książek do przeczytania, z których nie potrafię na chwilę obecną czerpać nawet odrobiny szczęścia.
Ba, to pół problemu! Ja nie jestem w stanie nawet po to sięgnąć. Brak mi inspiracji. Spacerów we wszystkie strony świata, konwersacji z nieznajomymi i znajomymi- którzy samą mową ciała mówią więcej, niż jakiekolwiek słowa mogłyby to oddać.
Stagnacja,stagnacja,stagnacja...
Im bardziej zamykam się w sobie, tym bardziej brakuje mi ludzi. Tej pierdolonej ciszy pośród hałasu. A na pocieszenie powiem wam i sobie, że rosa na trawie dawno tak pięknie nie pachniała.
Ale mówią że to jeszcze kilkanaście miesięcy, nawet do dwóch lat. I chcą, żeby wszystko wróciło do normy. A tylko idiota wróci do normy po czymś, co z łatwością pokazało nam, że nie ważne jak bardzo jesteśmy rozwinięci- naprawdę to jesteśmy tylko ułamkiem tego świata.
I przepraszam was za tak długą przerwę. I przepraszam moich redaktorów za to, że piszą, kiedy ja nie jestem w stanie ogarnąć samego siebie.
Dajcie mi czas do poniedziałku. Postaram się pisać ile się da w tym tygodniu, zrobię zapas. Może nie koniecznie jako powrót, ale jako coś, co będziecie mogli poczytać kiedy znowu nie będę w stanie do was mówić.
Jakoś to wszystko dziwnie się układa- całkiem inaczej, niż możliwie każdy z nas mógł to sobie wyobrazić. W końcu tak bardzo dążymy do wolnej chwili, a kiedy mamy jej nadmiar, wtedy gubimy się sami w sobie. I żeby była jasność- mówię to do osób młodszych. Kwestia ludzi pracujących to zupełnie inny temat.
(Cały tekst opieram na sobie, także nie bierzcie tego aż nadto dosłownie i do siebie)
Mam po prostu niesmak, swoisty nadmiar względem jednego miejsca, w którym mogę przebywać. 24/7 w jednym miejscu od ponad trzech tygodni. Gdybym miał kafelki w pokoju, to już dawno znałbym każdy z nich na pamięć. (chociaż czuły by się bardziej docenione niż grzejniki w sierpniu). Jestem człowiekiem statycznym- mającym swoje plany, zamiary i takie tam. Ale zawsze lubię dodać do tego odrobinę koloru, nadającego swoisty dynamizm całej sytuacji.
Odcinam się od ludzi coraz bardziej i bardziej, dążąc do kompletnej izolacji. Nie wiem jak, nie wiem dlaczego, ale mnie to uspokaja. A jednak brak mi kogoś, z kim mogę porozmawiać twarzą w twarz. I chcę mówić i mówić, ale czuję się z tym niekomfortowo, ponieważ mimo iż to lubię, to cisza jest dla mnie jak brat- a chyba najpiękniej jest właśnie milczeć pośród tłumu, prawda?
Mam mnóstwo zajęć, począwszy od tych, które muszę robić- kończąc na tych, które mnie rozwijają i sprawiają przyjemność. I żadne z nich kurwa nie sprawia mi satysfakcji. Po prostu czuję, że stoję w miejscu. Sprzątanie, praca i ogólne ogarnianie to obowiązek. Ale mam jeszcze gitarę, bloga, muzykę, fotografię i całą masę książek do przeczytania, z których nie potrafię na chwilę obecną czerpać nawet odrobiny szczęścia.
Ba, to pół problemu! Ja nie jestem w stanie nawet po to sięgnąć. Brak mi inspiracji. Spacerów we wszystkie strony świata, konwersacji z nieznajomymi i znajomymi- którzy samą mową ciała mówią więcej, niż jakiekolwiek słowa mogłyby to oddać.
Stagnacja,stagnacja,stagnacja...
Im bardziej zamykam się w sobie, tym bardziej brakuje mi ludzi. Tej pierdolonej ciszy pośród hałasu. A na pocieszenie powiem wam i sobie, że rosa na trawie dawno tak pięknie nie pachniała.
Ale mówią że to jeszcze kilkanaście miesięcy, nawet do dwóch lat. I chcą, żeby wszystko wróciło do normy. A tylko idiota wróci do normy po czymś, co z łatwością pokazało nam, że nie ważne jak bardzo jesteśmy rozwinięci- naprawdę to jesteśmy tylko ułamkiem tego świata.
I przepraszam was za tak długą przerwę. I przepraszam moich redaktorów za to, że piszą, kiedy ja nie jestem w stanie ogarnąć samego siebie.
Dajcie mi czas do poniedziałku. Postaram się pisać ile się da w tym tygodniu, zrobię zapas. Może nie koniecznie jako powrót, ale jako coś, co będziecie mogli poczytać kiedy znowu nie będę w stanie do was mówić.
-Spot_Graph
Komentarze
Prześlij komentarz