Klucz do serca Oliviera

By wejść do garażu muszę najpierw otworzyć wielkie, stalowe drzwi. I może otwarcie ich nie jest czymś nadzwyczajnym to zamknięcie ich jest jakimś cudem. Musi minąć przynajmniej 5 minut, by wyjąć klucz z zamka. Oczywiście tylko ja mam takiego pecha, bo wszyscy inni, którzy otwierają i zamykają garaż robią to bez najmniejszego problemu.

I pewnego słonecznego dnia, gdy miałam bardzo dużo na głowie związanego ze szkołą postanowiłam, że posprzątam, bo nagle zaczeły mi przeszkadzać pajęczyny na suficie, które pięlęgnowałam od dwóch miesięcy. Przy okazji postanowiłam posprzątać cały pokój.
A zaczęłam od szafy, na której składowałam wszystkie niepotrzebne mi rzeczy.

Tylko, że sztuczna choinka i 15 książek przyrodniczych (których nigdy nie przeczytałam) muszą znaleść nowe miejsce. A co innego się nadaje to tego niż garaż, do którego wrzuca się wszystkie niepotrzebne rzeczy?

Ubrana w dresy, kapcie i z kokiem w kształcie kupy wyszłam pierwszy raz od dwóch tygodni na zewnątrz z ogromnym, czarnym workiem. Czułam się jakbym przynajmniej zabiła kogoś, poćwiartkowała i próbowała ukryć zwłoki. Ale to przecież mała wieś, żaden kandydant na mojego przyszłego męża nagle sie nie pojawi i nie zobaczy mnie w takim stanie.

Gdy wszystkie moje rzeczy zostały w środku przekręciłam klucz.
No to pora poćwiczyć bicki.

Zaczęłam szarpać za klucz, głośno przy tym klnąc. Jak za każdym razem zamykając garaż.
Pomóc ci jakoś? Usłyszałam, a ja zaśmiałam się w duchu. Tak na pewno pierwszy raz męczę się z tym kluczem.
Odwróciłam się wkurzona w stronę człowieka, który zaproponował swoją pomoc, by już zacząć mu wygarniać brudy przeszłości, jednak ku mojemu wielkiemu zaskoczeniu to nie był żaden mój młody sąsiad.

W mojej głowie zapanowała pustka, usta mimowolnie się otworzyły a mój wzrok był utkwiony w chłopaka, który stał za płotem uśmiechając się.
Po chwili bardzo niezręcznej ciszy powiedziałam, że sobie poradzę. On jednak przeskoczył przez płot i wyjął klucz. Tak po prostu, bez zbędnych ceregieli, jakby to było prostrze niż moje zadania z fizyki.
- (imię najseksowniejszego chłopaka na świecie) jestem. -  powiedział podając mi klucz.

Witam mój nowy tekście na blogu.

Okazało się, że przyjechał na dwa tygodnie do babci, by pomóc jej przy remoncie, który zaczęła jeszcze przed kwarantannną i chciała go jak najszybciej skończyć. A przez to, że moja kochana pani Maria ma już swoje lata nie da rady sama wykonać już takich czynności jak zmontowanie nowej szafy.

O ty chuju, to ty mnie dzisiaj obudziłeś wierceniem o czternastej. 

Miał coś takiego w sobie, że chciałam, żeby ta chwila trwała jak najdłużej, ale wiedząc jak wyglądam szybko skończyłam rozmowę, tłumacząc się lekcjami online, które w rzeczywistości skończyły się kilka godzin temu.
Chłopak wrócił do swojego ogrodu, a ja poszłam w stronę domu czując, że zaraz moje nogi odmówią mi posłuszeństwa i wywalę się.
Zamknęłam się w pokoju i zaczęłam jechać po sobie, po nim i po całym świecie zaczynając od rządu kończąc na Krzyśku. Myślałam, że spalę się ze wstydu i pozostało samobójstwo (tylko muszę kogoś wrobić w moje zabójstwo).
Od rzucenia moim telefonem w moje drzwi zatrzymało mnie powiadomienie. Młody bóg zaprosił mnie do znajomych, a potem na ekranie pojawiła się wiadomość od niego: Jak będziesz mieć znów problemy z kluczem do daj znać.

Dobra, przyznam się, żę mi się spodobał... Nawet bardzo, ale wiedząc jakie pierwsze wrażenie zrobiłam próbowałam wybić sobie z głowy kwarantannowy romas. Bo jeszcze bym skończyła jak Elio w "Call me by your name", a wtedy przewiduję tylko i wyłącznie śmierć.

Ale tak nie ładnie nie odpisywać...

Koło 21 wychodząc z łazienki w ręczniku przez okno dostrzegłam chłopaka. Widząc mnie pomachał mi wesoło, więc odwzajemniłam gest sztucznie się uśmiechając.
Więc skończyły się nagie wędrówki z łazienki do pokoju. 

Szybko jednak sytuacja zaczęła się wymykać spod kontroli.
Zaczęliśmy coraz częściej ze sobą pisać, coraz częściej niechcący mijaliśmy się ogródkach, a po tygodniu coraz częściej rozmawiać przez płot. Swoim doświadczeniem z mężczyznami z GaduGadu próbowałam w wiadomościach przemycić delikatny flirt, ale jemu zdecydowanie to lepiej wychodziło. Tak dobrze, że po kilku dniach byłam zdecydowana cała się mu oddać (w formie nie takiej jak wy, zbereźnicy sobie myślicie)

Coraz częściej opuszczałam moją piwnicę, by wyjść na zewnątrz a czasem i na wieczorny spacer do lasu. Ale zawsze niechcący mój dwutygodniowy sąsiad się do mnie przyłączał, albo sam proponował. Oczywiście wszystko, było przeprowadzane bardzo bezpieczne. Każdy z nas miał maseczki i przestrzeń, która nas dzieliła miała równo dwa metry. Taak, naprawdę.

Jednak bałam się dnia, gdy będzie wyjeżdzać. Wiedziałam, że to nie uniknione i musi wyjechać a razem z nim nasze uczucie. Próbowałam, starałam się, by każdy dzień przeżyć z nim jak najlepiej, by później nie żałować. To nie mogło się skończyć jak z każdym chłopakiem, do których moje uczucia i emocje ujawniałam tylko na blogu.
Próbowałam kilka razy z nim poważnie porozmawiać, ale patrząc mu w oczy nie umiałam. Bałam się tak cholernie, że zniszczę to co między nami kwitło, ale nie chciałam czekać do wakacji na jego przyjazd. Nasza konwrsacja w pewnym momencie, by zaczęła być coraz bardziej "przymusowa" a potem całkowicie urwałaby się.
Jednak tak się bałam, że gdy próbowałam zacząć wszystkie buzujące we mnie emocje nie pozwalały mi wydobyć z siebie nawet słowa, tylko głuchy dźwięk rozpaczy. On sam nie chciał poruszać tego tematu. Zastanawiałam się tylko, czy dla niego też to było takie ciężkie? Czy może okaże się kolejnym Olivierem?

Pierwszy raz czułam się tak bezpiecznie w towarzystwie mężczyzny. Był tylko dwa lata starszy a swoim doświadczeniem i inteligencją przerastał wszystkich swoich rówieśników.
Czułam się jednak przy nim głupia. Słowa, których używał dobierał z taką dbałością, że każde wypowiedziane przez niego zdanie możnaby zapisać i wydać w pięknej oprawie. Był tak delikatny, ale dosadny.
Czytał literaturę poważną i kierował się w życiu swoimi zasadami, ale mimo to oglądał ze mną "Club Winx" i słuchał Dawida Podsiadło.

Dzień pożegnania w końcu nastąpił. Nie spałam całą noc przez bolącą głowę od płaczu. Nie wiedziałam co ze sobą zrobię, gdy wyjedzie. I to w takim momencie. Czułam jak uczucie rozpaczy i bezsilności przeszywa moje ciało i  mimowolnie się kurczyłam, by złagodzić chociaż przez chwilę niemiłosierny ból, którego nie umiałam zdusić.
Nie chciałam by mnie widział jako zrozpaczoną, bezsilną, zbyt emocjonalną głupią nastolatkę, która nie potrafi mówić o swoich uczuciach.
Nie odpisywałam na wiadomości, nie odbierałam telefonów, nie reagowałam na pukanie w szybę.

Słyszałam jak moja mama wpuszcza go do domu i jak otwiera drzwi do mojego pokoju. Ja jednak nie potrafiłam się ruszyć. Leżałam skulona na łóżku i gryzłam pięść, by nie wydobywać z siebie żadnego szlochu.
Lecz gdy on tylko usiadł na łóżku, rzuciłam mu się w ramiona.
Tak cholernie nie chciałam zostać sama.
Nie słyszałam co mówił, ale z każdym jego słowem moje serce biło coraz szybciej.
Odgarnął moje włosy i spojrzał mi w oczy...

I prawdopodobnie byśmy się całowali, ale wyjęłam klucz i wróciłam do domu.

Komentarze