Na poranek 22.05
To taka konwersacja, której nikt nie poza nimi nie rozumie, ale każdy docenia...
Coraz bliżej nam do mentalnego ocipienia tym wszystkim- co składa się na sens naszego istnienia. Oczywiście zdrowy organizm składa się z odpowiednio skoordynowanych komórek (pozdrawiam polski romantyzm), także warto czasem spojrzeć na pewne rzeczy od kuchni. W tym wypadku przyjrzymy się muzyce w temacie części pierwszych. Oczywiście nie będę dawał wam masy teorii, tylko pokażę wam coś wartego zobaczenia- bo przynajmniej mnie to wprawia w zachwyt. A będzie to nikt inny, jak Danny Carey- jeden z najlepszych perkusistów na świecie (nie tylko moim zdaniem).
W każdym szanującym się zespole występuje perkusista. To właśnie on wybija rytm oraz tempo dla wcześniej przygotowanych melodii. Nie da się ukryć, że bez elementów perkusyjnych nic nie brzmiałoby tak samo jak teraz. Tylko co on wyprawia?! (zaznaczę tylko, że działa z zespołem TOOL). TOOL słynie z tego, że ich piosenki są długie, płyty wychodzą raz na kilkanaście lat, a w jednym kawałku zawarte są wszystkie metraże bicia, jakie tylko dało się okiełznać. I dla Danny'ego to żaden problem.
Obserwując go przy pracy, wpadłem po prostu w pierdolony zachwyt. Przepiękna perkusja- podejrzewam że customowa, uśmiech na twarzy oraz...bicia, które nie mają prawa istnieć!
Spróbujcie wybić jakiś rytm. Udało się? Świetnie! To teraz dodajcie do tego drugi rytm, wybijany drugą ręką. Daliście radę? Wątpię, ale jeśli tak, to gratulacje. A teraz nogą wybijcie kolejny rytm, całkowicie poprzedni od poprzednich. W muzyce nazywa się to polirytmiką i praktycznie niemożliwe jest zagranie trzech różnych wartości rytmicznych przez jedną osobę w tym samym czasie. No jak się okazuje, Carrey łamie pewne granice już od dawien dawna. Pokazałem to znajomym perkusistom i wszyscy stwierdzamy, że dwie i pół minuty polirytmii jest praktycznie niemożliwe. Koniec i kropka...ale on nie potknął się ani razu. (chodzi o fragment od 6:16) Po prostu WOW!
I w sumie to postanowiłem nauczyć się jakiejś przyjemnej solówki na gitarze. I tak się rozglądałem po internecie. Za trudne, za nudne, za nie na moją gitarę, za jeeezu. I przypomniałem sobie że RHPC kiedyś zagrali jam session w Seatle, które stanowiło wstęp do Californication. Tylko że ta improwizacja mogłaby stanowić oddzielny utwór i tego jestem pewien. I tak wałkuje już te półtorej minuty od ponad pięciu godzin i dopiero zaczynam rozumieć, o co im chodziło. Przesłuchaj tego kawałka (to nadal spontaniczna improwizacja) i spójrz na początek tekstu. Już rozumiesz...
Coraz bliżej nam do mentalnego ocipienia tym wszystkim- co składa się na sens naszego istnienia. Oczywiście zdrowy organizm składa się z odpowiednio skoordynowanych komórek (pozdrawiam polski romantyzm), także warto czasem spojrzeć na pewne rzeczy od kuchni. W tym wypadku przyjrzymy się muzyce w temacie części pierwszych. Oczywiście nie będę dawał wam masy teorii, tylko pokażę wam coś wartego zobaczenia- bo przynajmniej mnie to wprawia w zachwyt. A będzie to nikt inny, jak Danny Carey- jeden z najlepszych perkusistów na świecie (nie tylko moim zdaniem).
W każdym szanującym się zespole występuje perkusista. To właśnie on wybija rytm oraz tempo dla wcześniej przygotowanych melodii. Nie da się ukryć, że bez elementów perkusyjnych nic nie brzmiałoby tak samo jak teraz. Tylko co on wyprawia?! (zaznaczę tylko, że działa z zespołem TOOL). TOOL słynie z tego, że ich piosenki są długie, płyty wychodzą raz na kilkanaście lat, a w jednym kawałku zawarte są wszystkie metraże bicia, jakie tylko dało się okiełznać. I dla Danny'ego to żaden problem.
Obserwując go przy pracy, wpadłem po prostu w pierdolony zachwyt. Przepiękna perkusja- podejrzewam że customowa, uśmiech na twarzy oraz...bicia, które nie mają prawa istnieć!
Spróbujcie wybić jakiś rytm. Udało się? Świetnie! To teraz dodajcie do tego drugi rytm, wybijany drugą ręką. Daliście radę? Wątpię, ale jeśli tak, to gratulacje. A teraz nogą wybijcie kolejny rytm, całkowicie poprzedni od poprzednich. W muzyce nazywa się to polirytmiką i praktycznie niemożliwe jest zagranie trzech różnych wartości rytmicznych przez jedną osobę w tym samym czasie. No jak się okazuje, Carrey łamie pewne granice już od dawien dawna. Pokazałem to znajomym perkusistom i wszyscy stwierdzamy, że dwie i pół minuty polirytmii jest praktycznie niemożliwe. Koniec i kropka...ale on nie potknął się ani razu. (chodzi o fragment od 6:16) Po prostu WOW!
I w sumie to postanowiłem nauczyć się jakiejś przyjemnej solówki na gitarze. I tak się rozglądałem po internecie. Za trudne, za nudne, za nie na moją gitarę, za jeeezu. I przypomniałem sobie że RHPC kiedyś zagrali jam session w Seatle, które stanowiło wstęp do Californication. Tylko że ta improwizacja mogłaby stanowić oddzielny utwór i tego jestem pewien. I tak wałkuje już te półtorej minuty od ponad pięciu godzin i dopiero zaczynam rozumieć, o co im chodziło. Przesłuchaj tego kawałka (to nadal spontaniczna improwizacja) i spójrz na początek tekstu. Już rozumiesz...
Tool to narzędzie prawie doskonałe. Utwór - jeden z moich ukochanych, podczas którego odsłuchiwania zdarzało mi się skupiać, wsłuchiwać przede wszystkim w bębny , które, nie tylko w tym kawałku, są genialne. Fajnie było popatrzeć na Mistrza.
OdpowiedzUsuńNie wiem,m czy to dobry trop w rozumieniu tej improwizacji, ale sposób gry muzyków RDCP, jak dla mnie, sugeruje pewną delikatność, napisałabym nawet: czułość