Na poranek 6.05
Research staje się coraz trudniejszy, ale na szczęście mamy jakieś tam źródła informacji dla codziennego zjadacza chleba- oto ja!
Tak więc dzielny wszedłem przez wrota internetu na Wikipedię i...
Jezu, jaki koszmarny ten dzień!
I w ten oto sposób przewałkowałem historię szóstych majów od 1104 do chwili obecnej. I miałem rację zakładając, że świat to same wojny- tylko nie sądziłem że może ich być aż tyle, w tym jednym dniu. I wtedy doznałem olśnienia- napiszę coś o tematyce kultury powojennej. Tak więc zacząłem -jak każdy szanujący się bloger- chodzić po pokoju i udawać, że cokolwiek wiem na ten temat. Ale to było kilka miesięcy temu i do tego czasu poznałem wielu świetnych artystów tamtej epoki...tak więc chyba mogę coś wam pokazać.
Wspaniałym dla mnie jest (albo właściwie był) kunszt kabaretu epoki powojennej. Bez kurew, bluzgów i stereotypowych żartów. Za to garnitury, perfekcyjne opanowanie i przygotowanie, oraz dbałość o najmniejsze szczegóły środków wymowy- żeby nawet najmniejsze ść było wyraźne dla wszystkich zgromadzonych na sali. I tak zaczęła się moja przygoda z Michnikowskim i chociażby Kobuszewskim.
I po tych paru miesiącach utkwił mi w głowie jeden utwór, który z pewnością mógłby stać się hymnem utraconej przez mężczyznę miłości...w sposób nie objęty okolicznościami tragicznymi ma się rozumieć. Tak więc są takie utwory, które za pierwszym razem dają do myślenia, za drugim powodują ciarki, a za setnym doprowadzają do łez. I śmiało mogę powiedzieć, że jeśli miałbym wykonywać cokolwiek z tamtego okresu, to wszystko postawię na ten utwór- gdyby tylko zrozumienie tego tekstu nie zaciskało mi strun głosowych. "Już nie kąpiesz się dla mnie"
================================================
A co do wiedźmina, to Rurkom spodobało się Kaer Morhen, więc o to kolejny kawałek. Podobno najlepsze warto zostawić na koniec!
Tak więc dzielny wszedłem przez wrota internetu na Wikipedię i...
Jezu, jaki koszmarny ten dzień!
I w ten oto sposób przewałkowałem historię szóstych majów od 1104 do chwili obecnej. I miałem rację zakładając, że świat to same wojny- tylko nie sądziłem że może ich być aż tyle, w tym jednym dniu. I wtedy doznałem olśnienia- napiszę coś o tematyce kultury powojennej. Tak więc zacząłem -jak każdy szanujący się bloger- chodzić po pokoju i udawać, że cokolwiek wiem na ten temat. Ale to było kilka miesięcy temu i do tego czasu poznałem wielu świetnych artystów tamtej epoki...tak więc chyba mogę coś wam pokazać.
Wspaniałym dla mnie jest (albo właściwie był) kunszt kabaretu epoki powojennej. Bez kurew, bluzgów i stereotypowych żartów. Za to garnitury, perfekcyjne opanowanie i przygotowanie, oraz dbałość o najmniejsze szczegóły środków wymowy- żeby nawet najmniejsze ść było wyraźne dla wszystkich zgromadzonych na sali. I tak zaczęła się moja przygoda z Michnikowskim i chociażby Kobuszewskim.
I po tych paru miesiącach utkwił mi w głowie jeden utwór, który z pewnością mógłby stać się hymnem utraconej przez mężczyznę miłości...w sposób nie objęty okolicznościami tragicznymi ma się rozumieć. Tak więc są takie utwory, które za pierwszym razem dają do myślenia, za drugim powodują ciarki, a za setnym doprowadzają do łez. I śmiało mogę powiedzieć, że jeśli miałbym wykonywać cokolwiek z tamtego okresu, to wszystko postawię na ten utwór- gdyby tylko zrozumienie tego tekstu nie zaciskało mi strun głosowych. "Już nie kąpiesz się dla mnie"
================================================
A co do wiedźmina, to Rurkom spodobało się Kaer Morhen, więc o to kolejny kawałek. Podobno najlepsze warto zostawić na koniec!

Ten komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuń