Nienawidzę portali...

Wiecie co? Dość często,kiedy przypada mi napisać coś, czym chciałbym się podzielić, to mam jakiś plan i ogólny zarys "dzieła" (choć dość często jest to babranina myśli- zbyt często ubrana w zły sposób). Ale w tym momencie przechodzą mnie ciarki i nawet nie wiem jak mam zacząć pisać o tym, co w ogromnej mierze odcisnęło piętno na moim światopoglądzie zarówno jako gracza, jak i zwykłego człowieka. Po prostu powiem że przeszedłem Wiedźmina 3.


Bardzo często pozwalam sobie na podział na muzykę, postacie i takie tam, ale na wstępie chciałbym podziękować CDP za to, co zrobili- bo gra nadal jest jedną z najlepszych, mimo że minęło już kilka lat od premiery. Także tutaj po prostu opowiem wam o tym, co sprawiło mi przyjemność. A że większość z was to jednak nie gracze, także pozwolę sobie pominąć wątek techniczny- do którego w 90% nie mam żadnych zastrzeżeń.


Jak to sobie wyobrażałem? Jakoś normalnie, coś w typ zwykłej nawalanki z podpisem Sapkowskiego- w końcu to sprzedaje się najlepiej. I w tym momencie dostałbym strzał po pysku, bo to, co tam się odjebało, przechodzi ludzkie pojęcie. 

Zacznijmy od mechaniki. Są czasami problemy ze sterowaniem. Chodzenie wydaje się zbyt porywcze, jazda konno jest niezbyt intuicyjna, a jak nie zmienisz klawiszy od kuszy- to będziesz mieć palce tak giętkie jak ja, po roku grania na gitarze. 
Ale jest system walki- genialny i zarówno efektywny, jak i efektowny. Piruety, uniki, skoki i cała masa kombinacji przyprawia mnie o zawroty głowy. Przede wszystkim jest to wyzwanie na najlepszym poziomie. Jeden zły ruch i nawet słabi przeciwnicy zabiją cię w sekundę. Koordynacja wymaga ciągłego myślenia, i planowania- zarówno ataków mieczem, rzucania odpowiednich czarów i znaków, aż po używanie mikstur, wywarów, olei oraz jedzenia. A wszystko w naprawdę dynamicznej rozgrywce, gdzie na chwilę odpoczynku trzeba naprawdę zasłużyć.



Ale to tylko nawalanka, co w niej takiego genialnego mości Wiedźminie? Muzyka, moi drodzy! Poprzez ponad 10 lat grania nauczyłem się wielu rzeczy- zarówno z aspektów rozgrywki, jak i schematów tworzenia. A najważniejszym było to, że nawet najlepsza gra będzie denna bez dobrej ścieżki dźwiękowej. I tutaj składam ukłon dla wszystkich muzyków za to odpowiedzialnych. Połączenie folkloru ludowego z przeróżnych zakątków świata i spojenie tego słowiańskim sznytem- to był strzał w dziesiątkę. Muzyka podczas walki w akompaniamencie wokalu żeńskiego? Czysta magia! Oddzielna muzyka dla każdej kultury występującej w grze? Jest! Ciary na całym ciele? Są, za każdym razem jak tylko usłyszę swój ulubiony kawałek! Muszę chyba przesłuchać muzyki na sucho... A to naprawdę wyczyn, ponieważ świat jest ogrooomny!

I skoro o świecie, to chciałbym zauważyć że znajduje się nadal w czołówce największych otwartych światów z gier... wszech czasów!
I oczywiście że chociażby Skyrim jest większy. Ale wiecie co jest niepodważalnym autem tej gry? Szczegółowość jak jasna cholera. Tutaj naprawdę nie idzie się nudzić. Zresztą, wrzucę wam mapę z gry:


Widzicie? A to tylko Velen. Tych lokacji jest ponad pięć (nie licząc nawet dodatków, które postaram się ograć w wolnej chwili)- cudo. I to się nie nudzi. Spędziłem na samym wątku głównym ponad 40 godzin i nadal chcę więcej. Każda misja ma własny wątek, historię i ciekawy plot twist- nic dodać, nic ująć.

I coś, za co kocham tą grę całym sercem- nawiązania. Przez długie wędrówki z moją kochaną płotką poprzez lasy, góry, miasta, doliny, wsie, groty, lochy, morza i oceany...(już łapiecie) zawsze doznałem czegoś, co wprawiało mnie w uśmiech na twarzy. Dzieci śpiewające kołysanki na melodii "Na Wojtusia z Popielnika"? Są! Abelard "Ryza" w sztuce, którą wystawiamy? Jest! Troll śpiewający "Żurawiejkę" z czasów I WŚ? Jest! Kasiarz Quinto z VaBank? To miód na moje oczy i uszy. A jest tego znacznie, znacznie więcej. Nie wspomnę o Mysiej wieży i Popielu, odprawianiu Dziadów z Guślarzem, czy chociażby nawiązaniu do "Chłopów" Reymonta. A tutaj wrzucę coś na zachętę:


W postaci von Evereca możemy dopatrzyć się nie tylko odwołania do Kmicica z „Potopu”. Cała historia przeklętego szlachcica, który podpisał cyrograf z tajemniczym Panem Lusterko, odnosi się bezpośrednio do legendy o Panu Twardowskim, który podobną umowę zawarł z diabłem. Legenda ta została przedstawiona przez Adama Mickiewicza w balladzie „Pani Twardowska”.
Jedzą, piją, lulki palą
Tańce, hulanka, swawola
Ledwie karczmy nie rozwalą
Cha, cha! chi, chi! hejże! Hola!

To bezpośredni cytat z wiersza Mickiewicza, który opisuje zabawę kompanii Twardowskiego w karczmie Rzym. Natomiast jeden z towarzyszy Olgierda, kiedy Geralt zastaje kompanię przy zajeździe dworku, tłumaczy ich czyn słowami „uczta trwała, były tańce, hulanki, swawole i trochę nas poniosło”.

"Biały Wilk, mądry Wilk", czyli dialogi i dubbing. Nad tym nie mam nawet co się rozwodzić. Ścieżki dialogowe są dopasowane do każdej z postaci w wyśmienity sposób. Podłożony głos tylko wzmaga uczucie wiązania się ze światem. Nawet nie chce się słuchać tylko linii głównej, ponieważ kwestie poboczne jeszcze bardziej pobudzają immersję nas i Geralta.
Mamy kurwa Glosariusz i Bestiariusz! Możemy poczytać o każdej postaci i potworze, jaką tylko napotkamy. I wiecie co? Jest to naprawdę cudowne. Nie tylko, żeby dowiedzieć się, jakiego oleju użyć na Południcę, ale także by zrozumieć bohaterów tej jakże cudownej przygody.

Mamy cudownie napisaną historię, w którą możemy się wczuć w pełni. Tutaj nie mam nawet co powiedzieć. Może poza tym, że wątek z Krwawym Baronem naprawdę dał w kość mojej psychice, ale temu poświęcę oddzielny wpis.

Zżyłem się z postaciami i to naprawdę mocno. Uwielbiam Triss, Yennefer...a jak przez przypadek zabiłem Keirę, to cofałem zapis gry o godzinę, żeby sprawy potoczyły się inaczej. Bo tu naprawdę miałem wybór.

Właśnie, wybór! Konsekwencje naszych poczynań są widoczne od samego początku podróży z jakże cudownym Vesemirem. Wziąć pieniądze, czy nie? Zabić czy oszczędzić? Pomóc, czy dać decydować losowi? Tego jest całe mnóstwo. Chyba najbardziej poczułem to w momencie, kiedy romansowałem z Triss na samym początku gry, a Yen potem dała mi za to naprawdę popalić. Wszystko, co wybierałem, miało wpływ na to, co da mi gra. I to było naprawdę piękne, oraz bardzo straszne. I po postu czasem żałowałem...

Gry, w których czułem tak silną więź jest naprawdę mało. Mogę nawet policzyć na palcach jednej ręki. I będzie to Black Ops I, The Journey... oraz właśnie nasz Wiedźmin. Autentycznie na końcu gry płakałem żywymi łzami. Dlaczego? Bo myślałem że Ciri umarła. Chyba wczułem się w Geralta i poczułem się jak ojciec. Kurwa, pierdolę głupoty. Przez większość tej gry czułem się jak ojciec, odpowiedzialny za odnalezienie i pomoc własnego dziecka. Kiedy ktoś jej pomógł, byłem dla tej osoby najlepszym, co mogło ją spotkać. Kiedy jednak chciał coś jej zrobić, nie miałem litości...naprawdę się wczułem. Zresztą, nie tylko ja. I tutaj pojawia się wątek Willey'a, czy jak kto woli- Skurwiela Juniora. Oj, chyba nic mnie tak nie rozwścieczyło.

Mógłbym jeszcze tak pisać i pisać, ale zostawię sobie coś na potem. Jeśli będziecie chcieli wiedzieć więcej, wystarczy napisać- chętnie opowiem.



Komentarze