Pomarańczowe wysypisko napalonych nastolatek

Ostatnio będąc w garażu, przekopywałam graty w poszukiwaniu mojej kolekcji płyt Winx, bo to idealna dekoracja do pokoju prawie 20-letniej dziewczyny. Płyt nie znalazłam (bo za bardzo srałam się mysz, które na pewno patrzyły na mnie ze wszystkich stron), ale za to odnazłam moje stare zeszyty od polskiego, a w nich mnóstwo dziwnych opowiadań.
Jakieś opowiadanie o czterech przyjaciółkach z magicznymi mocami, jakieś o zamordowanej dziewczynie, o diabłach i aniołach - czy ja serio to wszystko czytałam mając 11 lat przy całej klasie? A no to wszystko wyjaśńia, dlaczego jestem uważana za dziwaka w całej gminie.
Ale tak czytając to wszystko doszła do mnie smutna prawda, że będąc w szóstej klasie pisałam lepsze teksty niż dzisiaj.
Używałam takich idealnie dobranych epitetów, przymiotników, że nie wiem czy śmiać się czy płakać. Jednak co się nie zmieniło? Moja interpunkcja. Nadal jest chujowa i gubię się w przecinkach.

To wszystko przypomniało mi jak 2016 założyłam wattpada. Tak, to ten moment gdy się z tym podzielę ze światem.
Zacznijmy zatem od mojej nazwy. Myślałam nad nią dobre dwa tygodnie. Chciałam, by każdy mój ruch w internecie był dokładnie przemyślany, by nigdy nie wyszły na jaw moje brudy.
Tymczasem w 2020 sama wyciągam gówno ze śmietnika na promienie majowego słońca.
W tamtych okresach, absolutnie wszędzie były pseudonimy powiązanie z niewidzialnością. I co zrobiła Emilia?
Tak, zrobiłam to.

Moja pierwsza książka.
"Siostra mojego przyjaciela" - nad tytułem również myślałam dość długo. Musiało być to coś orginalnego, a na tamte czasy nie było żadnej książki o takim tytule. Była tylko jedna przyjaciel mojego brata i przysięgam, że nic innego. Więc można powiedzieć, że zapoczątkowałam erę "Siostra mojego przyjaciela" w wersji Bars and Melody na polskim wattpadzie.
Oczywiście główną bohaterką byłam ja, bo brakowało mi atencji. Wtedy był  bardzo popularny duet chłopaków, więc o nich jest cały mój wattpad.
Nie mam zielonego pojęcia, dlaczego to ktoś czytał. To było istne rakowisko. Tyle błędów językowych, ortograficznych, a ja z tego byłam tak cholernie dumna. Ale jak każdy rak dostał małą popularność i nagle bum -  150 tysięcy wyświetleń.
Przepraszam panie Boże, że tak zgrzeszyłam.

Gdy zdobyłam jakąś popularność na tym pomarańczowym wysypisku, zaczęłam poznawać innych autorów. Którzy praktycznie byli w moim wieku. Łączyła nas pasja do pisania oraz miłość do  Leondre i Charliego. Jedyne co nas różniło to to, że ja obiecałam sobie, że nigdy nie puszczę w świat opowiadania erotycznego. One natomiast w swoich fanfikach organizowały dzikie, gejowskie orgie z elementami daddy kindu oraz btsm.
 Jakbym i ja się w to wplątała to teraz prawdopodobnie nazywanoby mnie Young Blanka Lipińska. Jednak tak się nie stało i pozostałam nikim.

Moje gejowskie opowiadania były jedne z najchętniej komentowanych. Jeden był głupim aniołem, drugi bad diabłem. Pilnowali jakiegoś depresyjnego dzieciaka. No co mogło pójść nie tak? A no tak, zakochali się w sobie a  między czasie wyszła na światło dziennie największa tajemnica Charliego. Drama i są razem. Przecież nikt nigdy by się tego nie spodziewał.
Inne opowiadania istniały na tej samej zasadzie: najpierw się nienawidzą, potem kochają, drama i rozstanie, ale jednak się kochają i wracają do siebie, znowu jakiś niespodziewany zwrot akcji, mordowanko i happy end.
 Ludzie proszę, strzelcie mi kulkę w łeb.
Raz jeden próbowałam się uwolnić od opinii gejowskiej pisarki i spróbowałam napisać coś swojego. Nie wyszło - no kto by się spodziewał?

Całą tą chorą przygodę zakończyłam dwa lata temu. Zaczęłam wyrastać z bycia ich fanką (postawmy sprawę jasno, ich nazwa to po prostu XD, więc wystarczy, że napisałam ją dwa razy). Nie tylko ja. Swoje kariery zakończyły wielkie gwiazdy pisania pornosów dla napalonych 12-latek. Wiele osób przerzuciło się na coś (albo kogoś) innego. Jedna wiem, że zaczęła pisać o jakimś włoskim zespole oraz słowackim skoczku narciaskim.

Ja po prostu odeszłam. Czy żałuję? Nie, nie żałuję, ale cholernie mi tego brakuje.
Albo brakowało. Brakowało mi pisania dla kogoś, kto z niecierpliwością czekał na każdy nowy rozdział, bo przecież on na pewno nie wie co się wydarzy.  Brakowało mi kontaktu ze wszystkimi czytającymi oraz innymi autorami. A teraz?

Teraz mam Dawida.

Komentarze