Proszę pozwolić mi odnaleść siebie

- Jesteś obrażona? - słyszę, gdy w środowisku rówieśników próbuję być poważna.

Obrażona? Obrażona powinnam być tylko na samą siebie, że wykreowałam swój wizerunek na głupią laskę, która czasem się odezwie, by pokłócić się ze wszystkimi, ogólnie jest pojebana, próbuje być cool. Co ja tu w ogóle robię?

Czasem siadając przed komputerem z kawą (wcale nie, to też sobie wykreowałam) myślę co jest dla mnie lepszym rozwiązaniem.
Czy moja postać wykreowana w szkole czy ta sprzed kilku lat, gdzie nikt nie traktował mnie poważnie, nigdzie nigdy nie zapraszano, bo spędzałam czas tylko na nauce i ogólnie byłam w chuj nieśmiała i bałam się przeklnąć na głos.

W moim pokoju natomiast wykreowałam siebie na również głupiutką (a może ja po prostu jestem głupia) dziewczynę, która ma problemy sama ze sobą, wszystkim chce pomóc i twierdzi, że rozszerza przedmiot, którego nie pisze na maturze, bo nie ma takiej matury. (ale tutaj to akurat prawda, ale mi nie wierzą) i ze wszystkimi się kłóci.

W domu kiedyś byłam tą grzeczniejszą... I może dalej nią jestem (bo moja siostra to gorszy diabeł ode mnie) ale to ja się od wszystkich odwróciłam i żyję w piwnicy, nie wychodzę do nikogo i tam robię swoje dziwne rzeczy: nagrywam jakieś swoje filmiki, czytam książki, piszę coś. A w rzeczywistości ja tylko śpię.

Wytworzyłam też kilka innych "Emilii". Byłam gejowską pisarką, byłam Niewidzialna.
Teraz działam jako pseudo-artysta. Próbuję robić jakieś ładne, estetyczne zdjęcia, czasem próbuję jakiś wiersz napisać i chuj mi wychodzi.
Przez krótką chwilę bawiłam się w ukulelowego grajka. Ale to przez chwilę, bo jakoś... No przez chwilę, ok?

Tutaj piszę jakieś zdesperowane teksty, że potrzebuję kogoś. Mam w głowie tylko rozmazany obraz idealnego mężczyzny. Rozmazany, bo zapominam jaki powinien być.
Nie mam zielonego pojęcia co piszę. Próbuję pisać w moim stylu, ale nie wiem jaki jest mój styl. Nie wiem o czym powinnam pisać, jak pisać, by zadowolić siebie i innych.  Czy w ogóle pisać? Nawet jeśli mam plan, który wydaje mi się nawet akceptowalny zawsze na końcu nie umieszczam wszystkiego co bym chciała, bo by to nie pasowało do mojego wizerunku. Ale jaki jest mój wizerunek?

Nie mam pojęcia jak powinnam się ubierać by to było moje, jak czesać. Nie wiem czy robię kolczyki, bo chcę, bo do mnie pasują czy tylko idę tylko w jakąś nieznaną mi stronę i udaję przed sobą, że te kolczyki są moje. Że należą do mnie. Gówno prawda, zawsze mogę je ściągnąć i obnażyć się przed światem wmawiając sobie, że zrobiłam coś co nigdy ze zdrowym rozumem bym nie zrobiła. Świat jednak i tak by tego nie zauważył.

Nie czytam książek. W tym roku może przeczytałam dwie, trzy a kupuję je na potęge. Po co? By udawać przed innymi, że jestem oczytana, że coś robię w życiu? Nie pamiętam już jak to jest zanurzyć się w historię kogoś innego i nie chcieć wrócić do realiów.  A jednak mój pseudonim mówi całkowicie co innego.
Nie czytam literatury poważniej. Bardziej należę do tych osób, które "Kamienie na szaniec" mogą wcisnąć wszędzie i nie uważam, że gwiazdy w "Małym księciu" są dziecinne (bo naprawdę nie mam zdania w tym).

Mam wrażenie, że nawet przed ludźmi, których mogę nazwać przyjaciółmi nie potrafię być. Tak po prostu, po ludzku być. Zachowuję się zupełnie inaczej przy każdym. Sama się gubię jaka powinnam być wśród przyjaciół. Bardzo Was za to przepraszam, bo kocham Was wszystkich nad życie i zawsze jak się otwieracie jestem szczęśliwa, że ktoś mi ufa. Czuję się jakbym okłamywała wszystkich na których mi tak cholernie zależy. Przepraszam.

Po co mi jest lista 'To do" cała wypisana nowymi zadaniami, jak jedyne co udaje mi się zrobić to nie zabić siebie i wszystkich dookoła? Po co mam książki, skoro około 30 z nich nie przeczytałam? Po co mi statyw, skoro służy mi tylko do dekoracji? Po co mi ukulele, jeśli nigdy nie nauczyłam się żadnej piosenki? Bo co? Bo ktoś przyjdzie i stwierdzi, że mam w chuj interesujące życie? Że mam wiele pasji, że wiem co chce robić w życiu?
Nie kurwa, nie mam.

Nie wiem co chcę robić w życiu, nie wiem po co poszłam do Krakowa, nie wiem po co poszłam na ten profil. Bo pokażę wszystkim, że mogę być inna? Że mogę być lepszą wersją siebie?
W dupie kurwa.

Nie umiem być nikim , a granie samej siebie zaczyna mnie męczyć bo to nie ja. Ja nie chcę taka być.
Nie chcę być kurwa Emilią, Emilką, Emi, Sremi, Gejowską pisarką, Niewidzialną, Emisariuszem, Dziewczynką z książką.  Nie chcę być kurwa nikim z nich, bo to nie ja.

Nie chcę być tylko cieniem samej siebie.
Chcę być, ale kurwa nie wiem jak, kim.
Chcę stanąć przed lustrem i wiedzieć kim jestem i kim będę.
Chcę przestać płakać za każdym razem gdy zrobię coś co tak naprawdę nie chcę robić, ale robię.
Chcę przestać udawać.
Chcę mówić to co myślę, nie patrząc na innych i na to co pomyślą.
Chcę myśleć.
Chcę po prostu odnaleść prawdziwą, poprawną i jedyną wersje mnie.

"Proszę dowiedz się
Czemu jest mi tutaj aż tak źle"

Komentarze

  1. Nie wiem, czy to, co napiszę, będzie miało dla Ciebie sens, ale zaryzykuję. Ostatecznie – zawsze możesz usunąć ten komentarz :) .
    W swoim tekście przedstawiasz jakby kolaż, który, poza bogactwem kształtów i treści, może wywoływać w swoim twórcy efekt poczucia chaosu i przeciążenia, zmęczenia obfitością form i dlatego być może w pewnym momencie może dostarczyć mu poczucia, że ma dość swojego dzieła, które może wydać się nieautentyczne, obce, tak, że chce się od niego uciec, już go nie doświadczać. W galerii w tej sytuacji można się odsunąć, stanąć dalej, z większej perspektywy objąć wzrokiem szerszą przestrzeń, by oglądany obraz, choć przez chwilę, stał się jednym z jej punktów, nabrał innego wydźwięku i pozwolił do siebie wrócić, być może w innym nastawieniu. Bo tak naprawdę, choć jest przez Ciebie stworzony i dlatego jest Twój/ w Tobie, niczego nie musi warunkować, narzucać. Może być jak kufer, z którego wyciągasz, kiedy chcesz to, co chcesz i to co Ci w danym momencie jest potrzebne, ale nie jest ważne, by Cię w sposób definiujący określało. W ten sposób można zniwelować wątpliwości związane z tym, „kim i jaka ja właściwie jestem ?”, nie mieć poczucia sztuczności, udawania. Rezonujemy w kontakcie z innymi ludźmi, nasz sposób bycia bywa różny także w zależności od sytuacji, w jakiej w danym momencie się znajdujemy – to naturalne i nieuniknione, często wręcz nieodzowne. Nadawanie nazw i definicji ogranicza, zamyka, i choć się przydaje, to i tak warto, by mogło podlegać „edycji”. I to jest dobre. Cenne, ważne. I nie ma tu powinności, lecz możliwości. Nie ma skupiania na niepewności niedookreśloności, lecz wolność decyzji, która może pomóc we wciąż nowym odnajdywaniu siebie.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz