Romantyzm według...
Dziwna sprawa. Poproszono mnie, a także resztę redaktorów o napisanie opowiadania romantycznego. Ale ja nie umiem pisać opowiadać. Ba, nawet rozprawka jest dla mnie istną torturą, dlatego zamiast pisać opowiadania, w którym ciężko mi zawrzeć wszystko, co bym chciał (w tym przez wiele nalegań wątki erotyczne), to po prostu napisze czym jest dla mnie romantyzm w dzisiejszych czasach. To znaczy, postaram się napisać...
Romantyzm- życie w różowych okularach. Niewidzialność problemów i tętniąca życiem dusza. Czarna kawa o poranku przy oknie, z którego właśnie widać kolejne powstanie słońca do życia. To Blues i Jazz przy zamkniętych oczach, kiedy nos mąci nasze zmysły zapachem bzu, znajdującego się tuż obok uchylonego okna. To zimna strona kołdry, która bezwiednie opada na nasze ciało. To wygodna poduszka, cisza pośród ciemności i śpiew ptaków za dnia. To zmęczenie, które wyczula nasze zmysły. To myśli, które dają nam uciec od problemów. To nasz uśmiech, nasz płacz i nasz strach, który motywuje nas do działania. To poranny papieros, tak sprytnie zakłócający migotanie rannej rosy. To osoba, która sprawia że nasz dzień jest lepszy. To jej uśmiech, który odbiera mi władzę w nogach, Ten jeden uśmiech, za którego ułamek więcej mógłbym zabić. To chłodna woda bawiąca się naszym karkiem i ciarki na całym ciele, spowodowane tylko jednym muśnięciem palca na naszym ciele. To zapach jej włosów, które odbierają rozum. To więź, której nikt inny nie jest w stanie zrozumieć. To żarty poprawiające nastrój. To rozmowa pełna rutyny i ta, pełna namiętności, przemycanych zgrabnie w plątaninie alfabetu. To łóżko, biurko albo i blat w kuchni. Śniadania, obiady i kolacje, kiedy zwykłe patrzenie sobie w oczy mogłoby być pokarmem zarówno dla ciała, jak i duszy. To wspólne spacery, tarzanie się w trawie i siedzenie na skraju torów, z których widać dokładnie panoramę całego miasta. To zdjęcia- te dla wszystkich jak i te, których nikt poza wami nigdy nie zobaczy. To dogryzanie sobie i kłótnie które znaczą, że wam na sobie zależy. To spanie na trawie pod blokiem, byle by odpuścić sobie jeszcze odrobinę nieznośnej normalności. To przymykanie oczu na błędy, za które się kochamy. W końcu najpiękniej jest kochać mimo wad.
Jest jeden cytat, który dla mnie jest w stanie określić całe znaczenie miłości i który za każdym razem powoduje u mnie małą łezkę pod okiem. Bo po prostu warto, mimo wszystko...
Miłość to takie coś, czego nie ma. To takie coś, co sprawia, że nie ma litości. To tak, jakby budować dom i palić wszystko wokół. Miłość to jest słuchanie pod drzwiami, czy to jej buty tak skrzypią po schodach. Miłość jest wtedy, kiedy do czterdziestoletniej kobiety wciąż mówisz moja maleńka i kiedy patrzysz, jak ona je, a sam nie możesz nic przełknąć. I wtedy, kiedy nie zaśniesz, zanim nie dotkniesz jej brzucha. Miłość jest wtedy, kiedy stoicie pod drzewem, a ty marzysz o tym, żeby się przewróciło, bo będziesz mógł ją osłonić.
Romantyzm- życie w różowych okularach. Niewidzialność problemów i tętniąca życiem dusza. Czarna kawa o poranku przy oknie, z którego właśnie widać kolejne powstanie słońca do życia. To Blues i Jazz przy zamkniętych oczach, kiedy nos mąci nasze zmysły zapachem bzu, znajdującego się tuż obok uchylonego okna. To zimna strona kołdry, która bezwiednie opada na nasze ciało. To wygodna poduszka, cisza pośród ciemności i śpiew ptaków za dnia. To zmęczenie, które wyczula nasze zmysły. To myśli, które dają nam uciec od problemów. To nasz uśmiech, nasz płacz i nasz strach, który motywuje nas do działania. To poranny papieros, tak sprytnie zakłócający migotanie rannej rosy. To osoba, która sprawia że nasz dzień jest lepszy. To jej uśmiech, który odbiera mi władzę w nogach, Ten jeden uśmiech, za którego ułamek więcej mógłbym zabić. To chłodna woda bawiąca się naszym karkiem i ciarki na całym ciele, spowodowane tylko jednym muśnięciem palca na naszym ciele. To zapach jej włosów, które odbierają rozum. To więź, której nikt inny nie jest w stanie zrozumieć. To żarty poprawiające nastrój. To rozmowa pełna rutyny i ta, pełna namiętności, przemycanych zgrabnie w plątaninie alfabetu. To łóżko, biurko albo i blat w kuchni. Śniadania, obiady i kolacje, kiedy zwykłe patrzenie sobie w oczy mogłoby być pokarmem zarówno dla ciała, jak i duszy. To wspólne spacery, tarzanie się w trawie i siedzenie na skraju torów, z których widać dokładnie panoramę całego miasta. To zdjęcia- te dla wszystkich jak i te, których nikt poza wami nigdy nie zobaczy. To dogryzanie sobie i kłótnie które znaczą, że wam na sobie zależy. To spanie na trawie pod blokiem, byle by odpuścić sobie jeszcze odrobinę nieznośnej normalności. To przymykanie oczu na błędy, za które się kochamy. W końcu najpiękniej jest kochać mimo wad.
Jest jeden cytat, który dla mnie jest w stanie określić całe znaczenie miłości i który za każdym razem powoduje u mnie małą łezkę pod okiem. Bo po prostu warto, mimo wszystko...
Miłość to takie coś, czego nie ma. To takie coś, co sprawia, że nie ma litości. To tak, jakby budować dom i palić wszystko wokół. Miłość to jest słuchanie pod drzwiami, czy to jej buty tak skrzypią po schodach. Miłość jest wtedy, kiedy do czterdziestoletniej kobiety wciąż mówisz moja maleńka i kiedy patrzysz, jak ona je, a sam nie możesz nic przełknąć. I wtedy, kiedy nie zaśniesz, zanim nie dotkniesz jej brzucha. Miłość jest wtedy, kiedy stoicie pod drzewem, a ty marzysz o tym, żeby się przewróciło, bo będziesz mógł ją osłonić.
To więź, której nikt inny nie jest w stanie zrozumieć. <-- brzmi znajomo...
OdpowiedzUsuń