Tak naprawdę wszyscy jesteśmy tylko Simami...

Stoi przed wami bogini simsów...
To znaczy nie stoję i nie wyglądam jak jakaś bogini... Prędzej jak Stella w sezonie 3 od 2 do 4 odcinka.

Ostatnio często się zastanawiam nad sensem istnienia oraz gram w simsy. Czyli żadna nowość z mojej strony, ale od początku miałam zamiar napisać tekst o simsach, więc oto jest.
Tak jestem bardzo infantylna i mam to w dupie.

Ale chyba każdy chociaż raz w życiu miał dziwne myśli typu: "A co jeśli ktoś nami kieruje, a my tylko myślimy, że popełniamy świadome decyzje?" Tak jak w simsach.
Tylko, że gdy ja gram to tylko moje dziecko zostanie nastolatkiem to od razu tworzę mu idealnego kandydata do ożenku, nie ma żadnych dramatów, rozwodów, żyją razem do końca swojego bardzo krótkiego życia (bo gram tylko na krótkim życiu, bo szybko zaczynam się nudzić). Ale są razem, mają dzieci i są szczęśliwi. Noo, pomijając momenty kiedy morduję wszystkich dookoła, albo robię dziwne rzeczy...

Z jednej strony to jest takie fascynujące, bo jeśli ktoś nami kieruje jak w grze to jaką jesteśmy edycją? The sims 1853? The sims 50359? A może jesteśmy już tak rozwiniętą aplikacją, że zamiast cyferek mamy już jakieś literki, pentagramy, runy czy co tam jeszcze jest.

Wyobraźmy sobie, że ktoś nami kieruje. Że jesteśmy tylko cząstką wielkiej cyfrowej cywilizacji stworzonej przez COŚ większego od nas. A takie kody jak Motherlode u nas w świecie są wyjaśniane wygraną w Lotto. A cały koronawirus jest tylko jakimś wirusem komputerowym, który pomału niszczy wszystkie pliki, czyli też gre oraz żyjących w niej ludzików.
Nie raz miałam sytuacje, że wchodziłam do kuchni a potem zapominałam po co. Nasze COŚ mogło po prostu anulować czynność, którą mieliśmy zrobić. W simsach mamy wolną wolę, tak jak prawie tutaj u nas, więc zazwyczaj idziemy do komputera lub pijemy wodę. Tak jak simy.

Były (i są) takie snucia, że tak naprawdę jest milion równoległych wszechświatów, gdzie jesteśmy my, ale nasze życie jest poprowadzone zupełnie inaczej. Hmmm, co to może przypominać?
Może simsy?
Przecież jeśli wejdziemy w nowy zapis to od nowa w świecie żyje np. Mortimer Ćwir z rodziną, Bob Pancakes z Elizą oraz Travis z przyjaciółkami. I wszystko możemy przeprowadzić od nowa. Możemy wprowadzić i grać tymi samymi simami w zupełnie inny sposób, ale w pierwszym zapisie będą żyć tak jak wcześniej im zaplanowaliśmy.

Myśl, że możemy żyć niby w tym samym świecie ale zupełnie innym jest trochę przerażająca. Moglibyśmy przeżyć niesamowite podróże, zostalibyśmy w rodzinnym domu, gdzieś możemy przecież prowadzić życie niezgodne  z naszą moralnością ówczesną.

Ja na przykład mogłabym teraz żyć na Malediwach z najprzystojniejszym mężczyzną na świecie, być bogata i sławna. Ale gdzieś indziej mogę spaść na totalne dno dna i zacząć grać w filmach dla dorosłych kategorii Z+, by kupić suchy chleb dla konia. (chodzi o kota, ale przypomniał mi się Shrek i jakoś tak wyszło) Może właśnie w tym życiu się to wydarzyć, a wie to tylko nasze COŚ co nas prowadzi.

Tutaj polecę kontrowersyjnie, ale nasze COŚ może być częścią naszej religii. Np. w chrześcjaństwie nasz Bóg jest wszechwiedzący i daje nam "wolną wolę". Jednak On tylko wie, jak potoczy się nasze życie i w pewnym sensie może nim kierować. Dajmy takiego Mojżesza, który wyprowadził lud z ziemi egipskiej. Albo tacy kapłani, księża i zakonnice - sami mówią, że albo mieli a'la objawienie, albo po prostu czuli, że tak trzeba. Według mnie nie mamy takiej zupełnie pełnej wolnej woli. Jesteśmy gdzieś pośrodku - między włącz a wyłącz. 

Tak na sam koniec chciałabym się z Wami podzielić moją nową muzyczną miłością. Czyli "Mortimer" Adiego Nowaka z gościnnym wystąpieniem Dianki.
Obiecuję, że jeśli tylko usłyszycie refren, to nie ważne jakiej jesteście orientacji, gwarantuję, że zakochacie się w głosie tej dziewczyny.


https://www.youtube.com/watch?v=33I4A_FX3aI&list=RDMM33I4A_FX3aI&index=1

Komentarze