Łzawe kosmyki
Kilka dni temu musiałam ściąć włosy. Nigdy nie przywiązywałam do nich szczególnej uwagi, czasem mi się podobały, a innym razem miałam ich serdecznie dosyć. Czasami się nimi bawiłam, zastanawiają się co pomyśleliby ludzie gdybym zafarbowała je pod kolor oczu? Wydawało mi się, że nie są dla mnie szczególnie ważne ale przez te kilka dni, które upłynęły od zmiany, otwieram rano oczy, czuje jak łzy kapią mi na poduszkę, a potem ją wyszarpuję żeby szloch nie rozniósł się po całym domu. Nigdy nie czułam się piękna, ale teraz nie mogę na siebie patrzeć.
Nie lubię tego jak wyglądam, ale mój główny problem polega na tym, że nie wiem jak chciałabym wyglądać. Począwszy od włosów, ubrań, aż do figury, postawy i wyrazu twarzy. Nie mam pojęcia co w sobie tak naprawdę lubię i przez to nie wiem co zacząć zmieniać. Tu nie chodzi o brak siły czy motywacji, ja po prostu nie chcę zrobić sobie większej krzywdy jakąś nieprzemyślaną decyzją, która nie wypłynie ze mnie tylko będzie czyjąś sugestią.
Jestem intruzem we własnej głowie. Nie pozwalam samej sobie na siebie patrzeć. Spuszczam wzrok kiedy mam przechodzić obok lustra, pierwszy raz cieszę się, że ta pieprzona kwarantanna jeszcze trochę potrwa, bo pisząc ten tekst cała się trzęsę, a klawiaturę mam mokrą od łez. Strasznie ciężko mi funkcjonować. Ten post to pierwszy raz, kiedy przyznaję się komukolwiek o tym co się stało i jak się z tym czuje. Ja wiem, że to żałosne i śmieszne, że w oczach większości ludzi to żaden problem tylko jakieś wyolbrzymianie przewrażliwionej dziewczynki, wiem, bo pewnie gdybym przeczytała coś takiego tydzień temu pomyślałabym podobnie. Kiedy straciłam te włosy - to był szok. Ja nie miałam pojęcia, że stanowią tak dużą część mnie, że kiedy znikną to poczuje jakby ktoś zrobił mi wyrwę w ciele.
Nie wiedziałam. Za to teraz najbardziej boli każde zdjęcie i wspomnienie, z którego pamiętam swoje myśli. To jak się cieszyłam, bo ktoś powiedział mi komplement, jak czułam się wtedy swobodnie. A teraz nie mogę na siebie patrzeć, czuje nieustanne obrzydzenie i strach. Strach przed myślami innych ludzi, przed tym jak On zareaguje. Odwlekam ten moment tak długo jak tylko mogę, ale nie wiem jak długo jeszcze dam radę wstrzymywać oddech w obecności drugiej osoby.
I płaczę teraz za tym jak zakładałam kosmyk włosów za ucho, kiedy napisał, że za mną tęskni albo coś mu o mnie przypomniało. Jak uśmiechałam się wtedy, patrzyłam w przestrzeń i wyobrażałam sobie, że siedzi niedaleko i uśmiecha się specjalnie dla mnie. Teraz nie dałabym rady spojrzeć mu w oczy. Zabrano mi nawet wyobrażenia.
Rurki z kremem
Nie lubię tego jak wyglądam, ale mój główny problem polega na tym, że nie wiem jak chciałabym wyglądać. Począwszy od włosów, ubrań, aż do figury, postawy i wyrazu twarzy. Nie mam pojęcia co w sobie tak naprawdę lubię i przez to nie wiem co zacząć zmieniać. Tu nie chodzi o brak siły czy motywacji, ja po prostu nie chcę zrobić sobie większej krzywdy jakąś nieprzemyślaną decyzją, która nie wypłynie ze mnie tylko będzie czyjąś sugestią.
Jestem intruzem we własnej głowie. Nie pozwalam samej sobie na siebie patrzeć. Spuszczam wzrok kiedy mam przechodzić obok lustra, pierwszy raz cieszę się, że ta pieprzona kwarantanna jeszcze trochę potrwa, bo pisząc ten tekst cała się trzęsę, a klawiaturę mam mokrą od łez. Strasznie ciężko mi funkcjonować. Ten post to pierwszy raz, kiedy przyznaję się komukolwiek o tym co się stało i jak się z tym czuje. Ja wiem, że to żałosne i śmieszne, że w oczach większości ludzi to żaden problem tylko jakieś wyolbrzymianie przewrażliwionej dziewczynki, wiem, bo pewnie gdybym przeczytała coś takiego tydzień temu pomyślałabym podobnie. Kiedy straciłam te włosy - to był szok. Ja nie miałam pojęcia, że stanowią tak dużą część mnie, że kiedy znikną to poczuje jakby ktoś zrobił mi wyrwę w ciele.
Nie wiedziałam. Za to teraz najbardziej boli każde zdjęcie i wspomnienie, z którego pamiętam swoje myśli. To jak się cieszyłam, bo ktoś powiedział mi komplement, jak czułam się wtedy swobodnie. A teraz nie mogę na siebie patrzeć, czuje nieustanne obrzydzenie i strach. Strach przed myślami innych ludzi, przed tym jak On zareaguje. Odwlekam ten moment tak długo jak tylko mogę, ale nie wiem jak długo jeszcze dam radę wstrzymywać oddech w obecności drugiej osoby.
I płaczę teraz za tym jak zakładałam kosmyk włosów za ucho, kiedy napisał, że za mną tęskni albo coś mu o mnie przypomniało. Jak uśmiechałam się wtedy, patrzyłam w przestrzeń i wyobrażałam sobie, że siedzi niedaleko i uśmiecha się specjalnie dla mnie. Teraz nie dałabym rady spojrzeć mu w oczy. Zabrano mi nawet wyobrażenia.
Rurki z kremem
Komentarze
Prześlij komentarz