Z góry sorry

Być kobietą w tych czasach to najgorsze co może Cię spotkać i niech nikt mi nie mówi,że nie, bo feminizm, równouprawnienie i girl power. Jasne,że to wszystko jest - szkoda tylko,że obok prawdziwego feminizmu, szacunku i praw to to nawet nie stało.

Sytuacja z dziś - stoję sobie grzecznie i czytam notatki na telefonie, kiedy wpada na mnie jakiś dwumetrowy (z mojego punktu widzenia pod tytułem metr sześćdziesiąt) typ, czym wytrąca mi z dłoni telefon, popycha mnie i przypadkowo czy nie, narusza moją kurcze, świętą, przestrzeń osobistą. Co słyszę? Że to ja powinnam uważać i się odsunąć. Oczywiście,że cała sytuacja była moją winą, żadnych wątpliwości, prawda? Rany!

Sytuacja z wczoraj: bardzo dawny, nieaktualny znajomy mojej mamy najpierw się ze mną przywitał, a potem krzyknął za mną, że odkąd byłam mała to wyrosłam na, cytuję, "niezłą sunie" i pożegnał mnie przeciągłym okrzykiem, gwizdem? Sama nie wiem co było. Fuj.

Jest mi dzisiaj strasznie, strasznie przykro. I miesza mi się to z wściekłością! Taką najgorszą, załzawioną. Ugh.

Stąd też tytuł, z tych poplątanych emocji. Bo tak się składa, że kilka dni temu napisał do mnie dawny znajomy, z którym nie widziałam się dwa lata, może ponad dwa.. i sama nie wiem dlaczego, bo jesteśmy z tego samego miasta. W każdym razie - miała być randka. 

Tak! Sama w to nie wierzę, ale miała być randka, najzwyklejsza i jednocześnie najprawdziwsza w świecie. Ale nie wyszło, mieliśmy ją przełożyć. Mieliśmy, bo od dzisiejszego poranka wiem,że do niczego nie dojdzie.

Nie dojdzie, nie spotkamy się, nie będe więcej myśleć na ten temat, ponieważ mam serdecznie dosyć relacji damsko męskich, w których muszę o coś zabiegać. O zainteresowanie, o czas, o atencję. Po co mi to? Po co mi kolejna osoba w życiu, która najpierw będzie mi pisać miłe rzeczy i coś obiecywać, z którą będzie się rozmawiać płynnie, swobodnie i miło - skoro jest tylko wtedy kiedy jemu to pasuje. I ta cholerna niedojrzałość, obracanie wszystkiego w mało zabawny dowcip przy każdej okazji, dociekanie wszystkiego o wszystkich... A z tego co wiem, to jest ode mnie młodszy zaledwie rok, nie trzy stulecia. (..) Nie wydaje się toksyczne, wiem. Szkoda tylko,że na dłuższą metę takie właśnie jest. 

I potem mam chodzić zmęczona, bo czekałam do drugiej w nocy, bo miał zadzwonić? Smutna, bo przejmuje się czyimś problemem, mimo,że nie raczył zapytać jak mi minął cholerny dzień? Mam się przejmować jak wyglądam w najzwyczajniejszy świecie wtorek, bo prawdopodobieństwo,że na siebie wpadniemy jest odrobinę większe niż zwykle? Może jeszcze powinnam wychodzić ze swojej strefy komfortu na rzecz spotkań nie w moim stylu, bo druga strona nie chce iść na żaden kompromis.

Nie, dziękuję. 

Dlatego z góry sorry drodzy mili chłopcy, którzy kiedykolwiek będziecie mieć ze mną styczność, ale jedyne co mam do powiedzenia to "bay bay". Poza tym, przestaje ostatnio oszukiwać i siebie i Jego, i podkreślam,że kiedy mówię "kocham" mam na myśli wszystkie odcienie miłości, łącznie z tymi od których zaczynaliśmy.

Rurki

Komentarze